Cały rok płacę pieniądze dzieciom, żeby spłaciły kredyt! Nie dam już kolejnego grosza!
Mój mąż i ja mamy tylko jedno dziecko, dorosłego syna. Piotr już ma własną rodzinę, jesteśmy więc dziadkami.
Dorastałam w czasach PRL i wyszłam za mąż w trzydziestce. W tamtych latach byłam uważana za starą pannę i każdy od razu domagał się potomstwa. Bycie bezdzietnym wtedy znaczyło to samo, co bycie zakażonym dżumą.
W końcu urodził nam się syn i postanowiliśmy, iż to wystarczy. Jako ludzie wykształceni wiemy, iż utrzymanie dziecka kosztuje dużo pieniędzy, a im więcej dzieci, tym większe wydatki. Dlatego postanowiliśmy, iż jedno dziecko jest w zupełności. Udało nam się wyrosnąć Piotra, zapewnić mu dobrą edukację i ogarnąć nasze życie.
Piotr ma własne zdanie. Niedługo po naszym ślubie jego żona, Zofia Nowak, zaszła w ciążę i urodziła się nasza wnuczka Jagoda. Młode małżeństwo nie miało własnego mieszkania, więc wzięło kredyt hipoteczny. My co miesiąc spłacaliśmy ich raty. Potem dowiedziałam się, iż Zofia jest kolejny raz w ciąży. Zapytałam ją, jak zamierza utrzymać dwoje dzieci i spłacić kredyt. Ona wzięła to do siebie i zapewniła, iż sobie poradzi. Powiedziałam, iż jeżeli tak zrobi, to w porządku.
Przez jakiś czas radzili sobie naprawdę dobrze. Nagle jednak Zofia nie mogła już iść do pracy, a Piotr stracił zatrudnienie. Co mieli zrobić? Zdecydowali się wprowadzić do naszego mieszkania w Warszawie, które wynajmowaliśmy. Mój mąż zadeklarował, iż pomoże im spłacić kredyt. Dlatego Jan i ja przez cały rok płaciliśmy ich raty hipoteczne. Myślałam, iż tym wielką przysługą pomagam dzieciom.
Ostatnio dowiedziałam się, iż kredyt nie został spłacony zalegają sześć miesięcy. Gdzie podziały się pieniądze? Mój mąż jest wściekły, mówi, iż nie ma już siły na to dalej. Ja jestem w szoku. Nie wiem, co powiedzieć ani co zrobić. Pomagaliśmy im, a oni po prostu opierali się na nas i relaksowali. Co teraz zrobimy?









