Lekarze, pielęgniarki i położne od dawna mają swoje samorządy zawodowe – w Polsce działa ich siedemnaście. Nauczycieli wśród nich nie ma, mimo iż projekt ustawy o samorządzie zawodowym nauczycieli powstał jeszcze w latach 90. i do dziś czeka gotowy. W najnowszym odcinku wideokastu SOS dla Edukacji prof. Bogusław Śliwerski, pedagog związany z Uniwersytetem Łódzkim, rozmawia z Karoliną Prus-Wirzbicką o tym, dlaczego idea izby nauczycielskiej wraca właśnie teraz, czym różni się od działalności związków zawodowych i co mogłaby zmienić w praktyce codziennej pracy nauczycielek i nauczycieli. To rozmowa o autonomii zawodu, którego reguły od dekad ustalają kolejne ekipy polityczne.
Marzenie starsze niż III RP
Postulat samorządu nauczycielskiego nie jest nowym pomysłem organizacji społecznych. Jego korzenie sięgają połowy lat 70., gdy działaczka Solidarności zainicjowała debatę o etyce zawodowej nauczycieli – w realiach państwa, które na kodeks takiej etyki nie mogło się zgodzić. Oczekiwanie pełnej samorządności środowiska wybrzmiało w postulatach Solidarności w 1981 roku, a następnie trafiło do ustaleń Okrągłego Stołu. Na początku lat 90. odbyły się kongresy poświęcone powołaniu izb nauczycielskich, powstał też projekt ustawy. Nadzieje wiązano z wyborami parlamentarnymi 1997 roku, ale mimo sprzyjającego klimatu reform samorządu nie upełnomocniono ustawą.
Związek zawodowy to nie izba nauczycielska
Najczęstszy lęk brzmi: samorząd zagraża związkom. Prof. Śliwerski odwraca ten argument. Rolą związków zawodowych jest skuteczne negocjowanie warunków pracy. Izba nauczycielska odpowiada za coś innegom za profesjonalizm, jakość kształcenia, standardy zawodu i odpowiedzialność wobec społeczeństwa. To rozdzielenie kompetencji, a nie konkurencja: dzięki niemu związkowcy mogliby wreszcie skupić się na tym, co potrafią najlepiej, zamiast negocjować z rządem standardy wykonywania zawodu, na których państwo zawsze będzie chciało oszczędzać. Podstawą prawną takiego rozwiązania jest artykuł 17 Konstytucji, dopuszczający tworzenie samorządów zawodów zaufania publicznego.
Po co komu Karta Nauczyciela
Zdaniem gościa Karta Nauczyciela jest przede wszystkim narzędziem władzy państwowej – zmienianym setki razy, za każdym razem pod interes rządzących. Przykład? Zapis mówi, iż to nauczyciel decyduje o metodach i środkach kształcenia, a mimo to pojawia się rozporządzenie regulujące zadawanie prac domowych. Powstanie samorządu oznaczałoby, według prof. Śliwerskiego, podział Karty na dwie części: tę, za którą odpowiadają związki, i tę merytoryczną, zawodową, którą zarządzałoby samo środowisko. W tym scenariuszu Karta w obecnej formie stałaby się po prostu zbędna.
Kto może uczyć w polskiej szkole
Przy braku około 20 tysięcy nauczycieli zgodę na pracę osób bez kwalifikacji wydają dziś kuratorzy – urzędnicy władzy państwowej. Rozmówca nazywa to tworzeniem pseudoedukacji i wskazuje, iż to samorząd powinien być jedynym podmiotem decydującym o tym, kto może wykonywać zawód. W tle jest chaos kwalifikacyjny: zmieniające się co kilkanaście lat wymogi sprawiają, iż absolwenci studiów pedagogicznych bywają odsyłani po kolejne kursy i studia podyplomowe, a osoby przygotowane do edukacji wczesnoszkolnej nie mają jak uzupełnić wykształcenia. Czytelna baza osób wykonujących zawód i jednoznaczne standardy wejścia to jedna z głównych korzyści, jakie miałaby przynieść izba.
Akademia, organizacje społeczne i pytanie o siłę środowiska
O nauczycielach decydują dziś dwa różne resorty, nauki oraz oświaty, co rozrywa proces kształcenia i ustalania kwalifikacji. Izba mogłaby to spiąć w jednym miejscu, wsłuchując się w to, czego naprawdę potrzebują nauczyciele. Prof. Śliwerski wskazuje na zaplecze akademickie, pedeutologię rozwijaną na wielu polskich uczelniach, jako gotowe wsparcie merytoryczne. Rolę organizacji społecznych widzi w budowaniu zrozumienia, mediacji i dbałości o wizerunek zawodu, a docelowo w obecności w Krajowej Radzie Oświaty. Pozostaje pytanie, które stawia prowadząca: czy zmęczone reformami środowisko ma dziś siłę, by wziąć na siebie tak dużą odpowiedzialność. Odpowiedzią prof. Śliwerskiego jest przypomnienie, jak wielu nauczycieli wybrało ten zawód z pasji, i iż to właśnie ta pasja domaga się prawa do samostanowienia.











