Teściowie nie dają nam spokoju – wciąż próbują pogodzić mojego męża z byłą żoną, bo mają wspólnego syna. „Nie rozumiesz? To przecież jego dziecko!” – narzeka moja teściowa, nie akceptując naszego małżeństwa już od trzech lat.

polregion.pl 2 tygodni temu

Słuchaj, muszę Ci się wygadać o tej całej naszej rodzinnej telenoweli. Mam wrażenie, iż rodzice Adama nigdy nie pogodzą się z tym, iż ich syn już się rozwiódł. To już ponad cztery lata, a oni zachowują się, jakby rozwód nigdy się nie wydarzył i stale próbują go pogodzić z byłą żoną. A my przecież z Adamem od trzech lat jesteśmy po ślubie i żyje nam się naprawdę fajnie.

Teściowa cały czas powtarza, iż Adam rozwiódł się bez zastanowienia, a teraz ma obowiązek odbudować relacje z rodziną byłej żony no bo przecież mają wspólnego syna, Michała. Kiedy poznałam Adama, już był po wszystkim z Martą, a z tego, co mówił, ich rozstanie to była raczej formalność ona w zasadzie od razu wyszła za innego. Ewidentnie nowy facet był powodem rozwodu.

Zastanawiam się czasem, czy my nie popełniliśmy błędu z tym ślubem Mama Adama trochę naciskała, bo Marta zaszła w ciążę, a on sam mówił mi wprost: Po prostu z nią chodziłem, nie byłem zakochany. Jakby nie była w ciąży, to bym się nie ożenił. Chciał być porządny, no ale jak to czasem w życiu bywa nie wyszło.

Ja do Marty nigdy nie miałam żalu czy obaw, bo zobaczyłam, iż Adam nie żywi do niej żadnych uczuć, w ogóle nie tęskni za tamtym życiem. Ona zresztą też gwałtownie założyła nową rodzinę, kontaktuje się z Adamem adekwatnie tylko w sprawie ich syna, żadnych podtekstów.

Ale teściowa i teść nie dają za wygraną. Myślą, iż jeszcze wszystko można naprawić, iż rodzina wróci do dawnego układu. Nasz związek od początku był dla nich jakąś tragedią. Kiedyś teściowa zapytała mnie szeptem: Jesteś jeszcze młoda, po co ci takie komplikacje? Wiesz, w co się pakujesz? Powiedziałam jej spokojnie, iż gdyby Adam był przez cały czas żonaty, nie wchodziłabym w to w ogóle, ale przecież jest wolny. Chyba chciała mi jeszcze nagadać, ale wtedy wszedł Adam i rozmowa się urwała. I już wiedziałam, iż z teściową wielkiej zażyłości nie będzie, no ale trudno, nie roniłam z tego powodu łez.

Po ślubie zupełnie nie utrzymuję z nią kontaktu poza koniecznymi spotkaniami, typu Wigilia czy imieniny. I zawsze wtedy te jej żale: jaka to była rodzina, jakie szczęście mieli Adam z Martą… Adam czasem ją ucisza, bo jemu też już to bokiem wychodzi, ale potem znowu wraca to samo.

My jakoś nie spieszymy się z własnym dzieckiem nie czuję się gotowa na bycie mamą, a Adam przecież już ma syna, który czasem u nas bywa i wszystko układa się nieźle. A teściowa szczęśliwa, bo wnuka już ma, więc nie jęczy, iż czeka na potomstwo.

Najbardziej mnie śmieszy, jak zaprasza Martę na święta i próbuje ją wychwalać pod niebiosa, jakby nie widziała, iż jej synowa już dawno odwiesiła tę relację na kołek. Tam naprawdę nie ma żadnej chemii Marta przychodzi, siedzi, nic nie komentuje. Zero zaangażowania z jej strony.

Teściowa jednak nie daje za wygraną dzwoni i pyta mnie, gdzie Adam, a jak nie mam pojęcia, to już dopisuje sobie, iż pewnie siedzi z Martą. Albo wysyła go do Marty, niby żeby coś synowi zawiózł, a może myśli, iż to coś zmieni.

Naprawdę nie mam w sobie cienia zazdrości, między Adamem a Martą jest tylko dziecko i tyle rozmawiają o synu, Adam przelewa co miesiąc Martę alimenty, czasem Michał do nas przychodzi, wszystko kulturalnie, bez przepychanek, żadnych szantaży czy dramatów. Każdy żyje własnym życiem i szanuje te granice.

Za to moja teściowa cały czas coś kombinuje jakby nie potrafiła pogodzić się z tym, iż sprawy mają się tak, a nie inaczej. Zastanawiam się, kiedy w końcu da sobie spokój, czy w ogóle się ogarnie. Adam mówi, iż może jak urodzę jej wnuka, to odpuści i zajmie się czymś innym, ale ja bym się raczej na to nie nastawiała…

Idź do oryginalnego materiału