Twój syn jest taki nudny jak dzień bez kiełbasy i piwa

twojacena.pl 5 dni temu

Twój syn jest taki nudny nic z niego nie będzie!

Zofia zastygła w drzwiach, ledwie nie upuszczając ciasta. Matka patrzyła na nią z niezadowoleniem, jakby córka zawiniła.

Mamo, o czym mówisz? Zofia postawiła ciasto na stole. Co ma do tego Miś?
Ma to, iż jest już w siódmej klasie, a wciąż w zwykłej szkole! matka podniosła głos. Żadnych specjalizacji, żadnych rozszerzeń. Jak ma dostać się na porządne studia? Jak chce coś osiągnąć?

Zofia przygryzła wargę. Rozmowa toczyła się po znanym schemacie, a w piersi zawrzało gorzkie poczucie niesprawiedliwości.

Mamo, Miś uczy się dobrze. Ma piątki z większości przedmiotów. Chodzi na korepetycje z matematyki, marzy o programowaniu, tak jak Tomek.
Właśnie! matka załamała ręce. Programowanie! Siedzieć przed komputerem, jak twój Tomek. Zwykła robota, zwykła pensja. A ty? Nauczycielka! Korepetytorka! Grosze zarabiasz. W ogóle dobrze karmicie to dziecko?

Zofia zaciśniętą dłonią tłumiła gniew. Słowa matki kłuły w najczulsze miejsca. Tak, z Tomkiem nie byli bogaci, musieli oszczędzać. Ale ich Miś dorastał szczęśliwy.

U nas wszystko w porządku. I Miś jest szczęśliwy.
Szczęśliwy! matka prychnęła i podeszła do okna. A syn Wiktora, to dopiero skarb. Antoś chodzi do szkoły z angielskim od pierwszej klasy! Wyobrażasz? Już płynnie mówi. Wiktor z Ewą dbają o niego, nie żałują pieniędzy.

Zofia milczała. Brat zawsze był ulubieńcem. Założył firmę, kupił większe mieszkanie, jego żona Ewa nie pracowała, zajmowała się domem i synem. I za każdym razem matka nie omieszkała ich porównywać.

Antoś to zdolny chłopak! ciągnęła matka łagodniej. Z niego będzie ktoś. Wiktor mówi, iż wyślą go za granicę na kurs językowy. W trzynaście lat! To dopiero troska o przyszłość, to perspektywy. A nie wasza zwykła szkoła.

Zofia podeszła bliżej. Ramiona matki były napięte, twarz surowa.

Mamo, rozumiem, iż chcesz, by wnuki odnosiły sukcesy. Ale Miś nie jest gorszy od Antka. Po prostu ich drogi są różne.
Różne drogi! matka odwróciła się gwałtownie. Jedna wiedzie w górę, do sukcesu. Druga do wegetowania w szarości i biedzie. Tego chcesz dla syna? Żeby żył w nędzy?

Coś w Zofii ścisnęło się boleśnie.

Mamo, nie jesteśmy biedni. Żyjemy skromnie, ale godnie. A Miś wyrośnie na dobrego człowieka. Mądrego, życzliwego, pracowitego.
Pracowitego! matka prychnęła. To za mało, Zosiu. Trzeba mieć znajomości, pieniądze, prestiżowe wykształcenie. A co ma Miś? Zwykłą szkołę i matkę-nauczycielkę, która ledwo wiąże koniec z końcem.

Zofia odwróciła wzrok. Przed nią stało ciasto, które piekła z miłością, teraz wydawało się niepotrzebne…

Mamo, nie chcę się kłócić. Wychowujemy syna tak, jak uważamy za słuszne. I jest szczęśliwy.
Najważniejsza jest jego przyszłość! matka podeszła bliżej. Rujnujesz dziecko swoją lekkomyślnością. Wiktor rozumie. Robi wszystko, by Antek był kimś ważnym. A ty płyniesz z prądem.

Zofia pokręciła głową. Dyskutowanie nie miało sensu. Matka stała twardo przy swoim.

Dobrze, mamo. Zjedzmy obiad. Tomek z Misiem zaraz przyjdą.

Obiad minął w napiętej atmosferze. Matka zachwalała Antka, jego szkołę, plany Wiktora. Miś jadł w milczeniu, spoglądając na matkę. Zofia uśmiechała się do niego, starając się pokazać, iż wszystko jest w porządku.

Po tym obiedzie Zofia zrozumiała jedno kontakt z matką trzeba ograniczyć. Zbyt bolały te ciągłe porównania.
Dzwoniła do niej i Wiktora, składała życzenia świąteczne, ale rodzinnych spotkań nie organizowała. Matka obrażała się, ale Zofia trwała w postanowieniu. Musiała chronić syna.

Lata mijały. Miś dorastał, uczył się, rozwijał pasję do programowania. Zofia słyszała od matki o bracie. Antek skończył szkołę z wyróżnieniem. Dostał się na prestiżowe studia, choć nie bez pomocy ojca.

Miś też skończył szkołę. Dostał się na politechnikę, bez żadnych układów. Od trzeciego roku pracował w małej firmie IT. Zofia była z niego dumna. Tomek też. Ale matka wciąż mówiła tylko o Antku.

Minęło kolejnych kilka lat. Dzieci miały już blisko trzydziestkę. Na urodziny matki zjechali się wszyscy. Wiktor z Ewą, Antek wysoki, przystojny, z niedbałą fryzurą. Pracował krótko po studiach. Rzucił, mówiąc, iż chce grać w zespole. Wiktor kupił sprzęt. Minęły dwa lata, a grupa nie zdobyła popularności. Antek mieszkał z rodzicami, nie zarabiał.

Zofia patrzyła, jak matka promienieje na widok Antka. Głaskała go, wypytywała o muzykę. On odpowiadał leniwie, przewijając telefon. Ale matka nie widziała jego obojętności.

Miś siedział z żoną Anią. Niedawno się pobrali, ona była w ciąży. Pracował w dużej firmie, zarabiał dobrze, oszczędzał na mieszkanie. Ale babcia zdawała się go nie widzieć.

Zofia zauważyła, jak Tomek zaciska szczęki. Ania patrzyła na męża z troską. Ale Miś się uśmiechał, głaszcząc jej dłoń.

Wieczór ciągnął się długo. Matka opowiadała gościom o Antku, o jego przyszłej sławie. Antek kiwał głową. Zofia milczała.

W końcu goście zaczęli się żegnać. Tomek, Miś i Ania wyszli pierwszy

Idź do oryginalnego materiału