W rytmie natury i wspólnoty. Rozmowa z przedstawicielami Centrum Kenaz

gazetafenestra.pl 10 godzin temu
Nasz redaktor Kacper Lawiński (na prawo) podczas rozmowy z przedstawicielami Centrum Kenaz / fot. Centrum Kenaz

„Chcemy, aby ten nasz styl życia mogło poznać jak najwięcej osób” – mówią Sebastian Andrzejewski i Franciszek Awuku, założyciele Centrum Kenaz, poznańskiej organizacji społecznej zrzeszającej miłośników relaksu poprzez sport i odpowiednie towarzystwo. Wskakują do lodowatego jeziora, by morsować, biegają po Cytadeli, a ich plany sięgają choćby otwarcia własnego centrum zdrowia. W rozmowie z Kacprem Lawińskim przekonują, iż w pędzącym przed siebie świecie, każdemu przyda się odnaleźć w sobie małą słowiańską iskierkę, żeby żyć nieco inaczej.

– Na początku zapytam, skąd wzięła się wasza nazwa? Brzmi ona dość enigmatycznie.

F.A.: Nazwa centrum Kenaz jednocześnie jest i nie jest przypadkowa. Kenaz jest szóstą runą starszego Futharku z run słowiańsko – germańsko – nordyckich. Jest to pradawny symbol, który oznacza światło, wiedzę, ogień, mówi o tym, jak uwolnić swój potencjał. Jednak wybierając ją, paradoksalnie nie znaliśmy jej znaczenia. Najpierw pojawiła się nazwa, później okazało się, iż swoją działalnością wpisujemy się w jej założenia. Możemy powiedzieć, iż dosłownie żyjemy tym, co głosimy. Runa jest uniwersalna, można ją spotkać w wielu obszarach, nie jest tak, iż my sobie ją przywłaszczyliśmy.

– Nie jest na pewno prosto wyjść z inicjatywą i założyć grupę, która dziś liczy ponad 70 osób. Jak wyglądały wasze początki?

F.A.: Koncepcję Kenaz zaczęliśmy realizować, gdy naszą dwójkę dzieliło ponad 2000 kilometrów – ja byłem w Portugalii na Erasmusie, Sebastian był w Polsce, zdzwanialiśmy się i ustalaliśmy plany. Sam koncept rozwinął się w nas naturalnie, jak spotykaliśmy się przy morsowaniu z początkowo niewielką grupą. Zauważyliśmy, iż w czasie takich aktywności nagle zaczęło powstawać wiele niesamowitych dyskusji. Ludzie pokazują wtedy piękną stronę swojego wnętrza, wracają naładowani pozytywnie, więc czemu by nie ciągnąć tego cały rok?

S.A.: Naszym fundamentem jest aktywność fizyczna. Z czasem zaczęliśmy organizować treningi na Cytadeli. To tam jeszcze wyraźniej zauważyliśmy potrzebę uspołeczniania się. Zaczęła się naturalnie tworzyć grupa i gromadzić coraz więcej osób – taka spirala, aż doszło do momentu, w którym teraz jesteśmy.

– A jacy ludzie tworzą Kenaz? Kogo do swojej grupy byście nie przyjęli?

S.A.: Kenaz tworzą normalni ludzie. Są to przedsiębiorcy, sportowcy, artyści, informatycy, jest choćby wykładowca akademicki. To już jest ponad 70 aktywnych osób. Jakbym miał ulepić z nich jednego człowieka, byłaby to osoba otwarta, ciepła, ambitna, z szerokimi horyzontami. Kogo byśmy nie przyjęli? Mamy jasno określony regulamin. Są w nim nasze cele i wartości, nie trzeba podpisywać żadnego paktu z diabłem [śmiech]. jeżeli ktoś z nimi nie rezonuje, to nie jest miejsce dla niego.

– To dobrze, iż nie trzymacie na siłę [śmiech]. Czy Kenaz można nazwać miejscem dobrym dla studentów?

F.A.: Studenci, którzy do nas dołączają, mają od razu bazę niesamowitych kontaktów. Na przykład, jeden z naszych członków prowadzi restaurację, przez co po znajomości załatwił pracę innemu. Dodatkowo, ludzie w Kenaz realnie odnotowują poprawę zdrowia, czują się lepiej. Co miesiąc wstawiamy też kalendarz z aktywnościami, teraz z racji zimy królować będzie oczywiście morsowanie.

– Jaki macie stosunek do osób innych narodowości, religii, innych orientacji seksualnych?

F.A.: Jesteśmy grupą bardzo inkluzywną. Przejawiają się u nas osoby z innych krajów, np. z Portugalii, jest choćby kolega z Indii. Nie chcemy się polaryzować. W Kenaz odstawiamy politykę i inne różne skrzywienia na bok, by zasiąść przy jednym stole.

– Zadam pytanie, które przewinęło się nie tylko przez moją głowę przy oglądaniu waszych profili społecznościowych. Czy macie powiązania z jakąś religią?

F.A.: Mamy świadomość tego, iż niejednej osobie mogła zaświecić się lampka w stylu: „to wygląda jak sekta”. Nie, nie jesteśmy sektą. Wszystko, co robimy, jest transparentne, jasno określone w naszym statucie. Będziemy niedługo organizacją prawną, także stronimy jak najdalej od takich skrzywionych ambicji.

– Wydawać by się mogło, iż przeciwstawiacie się technologii i próbujecie rezygnować z używania internetu, tak też bywacie przedstawiani.

F.A.: Taką teorię wysnuły media, w których się pojawialiśmy. Oni skupili się tylko na tym, iż wyjechaliśmy do wioski norweskiej, gdzie po prostu nie było internetu. Prawda jest taka, iż my bazujemy na nowoczesnych mediach, to dzięki nim możemy się promować. Z drugiej strony, naturalne jest, iż jak spotykamy się na trzygodzinny spacer, nikt nie czuje potrzeby wyciągania telefonu. W tym wszystkim chodzi o balans.

– Czyli wcale nikomu nie zakazujecie telefonów. Jak widzicie swoją przyszłość?

F.A.: Chcemy, aby nasz styl życia mogło poznać jak najwięcej osób. Mamy nadzieję z czasem pojawić się w innych miastach. Chcemy zdobyć więcej przestrzeni, gdzie będziemy mogli dbać o trzy filary zdrowia – ciało, ducha i umysł.

S.A.: Mamy wiele ambitnych planów. Jednym z nich jest otworzyć ośrodek zdrowia, taki w naszym stylu. Będziemy starać się o współprace z miastem Poznań, aby jeszcze lepiej zmieniać środowisko.

Z Franciszkiem Awuku i Sebastianem Andrzejewskim rozmawiał Kacper LAWIŃSKI

Idź do oryginalnego materiału