Kiedy uczymy się w młodości, a i później, nowych słów, to ich znaczeniom towarzyszą zwykle konotacje. Już jako dzieci chcemy wiedzieć, czy coś jest dobre, czy złe, cacy czy be. Obce słowa, które poznajemy, ucząc się historii w szkole, mają też ten wymiar – mówi się nam, czy to, co się tak nazywa, jest lub było dla nas dobre. I uczono nas, iż weto, czyli szlacheckie „nie pozwalam”, szkodziło sejmowi, gdy chciał dobrze, przeszkadzało ustawom, było przejawem sarmackiego wichrzycielstwa, a często wynikiem korupcji. A iż szlachta uważała je za prawnie sankcjonowaną „źrenicę wolności”, tym gorzej. Liberum veto, „wolne nie pozwalam”,
Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Post Weto i azyl pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.




