**Diary, 28 kwietnia**
Dziś rano, po tym jak zebrałam wszystkie rzeczy i zamknęłam drzwi za sobą, poczułam dziwną ulgę. Od dawna mam wrażenie, iż mój mąż, Wiktor, żyje podwójnym życiem. Nie interesuje mnie już jego problemy wszystko stało się klarowne. Zbieram swoje rzeczy i odchodzę w każdą stronę, nie ważne czy do byłej, czy do nowej.
Co masz na myśli mówiąc odchodzisz? spytałam, gdy wpadł do salonu mój brat, Paweł, z uśmiechem.
O co chodzi, Lidio? dodał, widząc mój zmartwiony wyraz twarzy.
Wczoraj przyjechał w odwiedziny mój kuzyn, Sergiusz, na urlop. Z głębi mieszkania dochodziły krzyki dzieci, więc już przy pierwszym kroku poczułam, iż w domu zrobi się zamieszanie. Jego córka, Zosia, z impetem wybiegła na korytarz, by przywitać gościa.
Cześć, Zosiu! wykrzyknęła, spoglądając w drzwi.
Krzyki nie ucichły. Zosia, mając pięć lat, z powagą wskazała na braci Piotrka i Michała, którzy dzielili się zabawkami.
To Piotrek z Michałem się kłócą, westchnęła, składąc ręce na piersi. A ty przyniosłaś coś słodkiego?
Przyniosłam, ale babcia ci to odda później. Najpierw zupa, potem cukierki, pamiętasz zasady? odpowiedziała Zosia, po czym wróciła do swojego pokoju.
Po chwili cisza zapadła chłopcy w końcu zdecydowali, kto czym będzie się bawić, nie wbijając się nawzajem. Sergiusz, który obserwował całą scenę, zapytał mnie, co się stało.
Nie wiem, westchnęłam, odkładając torbę na stolik i zaczynając zdejmować buty. Wydaje mi się, iż Witek mnie zdradza. On twierdzi, iż mam paranoję i potrzebuję leczenia. Ale
Chodźmy do kuchni, opowiesz wszystko, co ci leży na sercu zaproponował.
W kuchni Sergiusz od razu włączył czajnik, a ja usiadłam przy stole, gotowa wyjaśnić. Nie było wiele do opowiadania. Z Wiktorem poznaliśmy się pięć lat temu. W pierwszym małżeństwie nie udało mu się mieć dzieci, więc po rozstaniu z Valerią zostaliśmy przyjaciółmi. Ta przyjaźń z czasem tylko nas obciążała.
On ciągle przed snem pisze do niej. Leże w pobliżu, syn śpi w sąsiednim pokoju, a on siedzi i czatuje. wymamrotałam. Kiedyś przychodził do niej, a w pracy zostaje po godzinach. Żądam pomocy z dzieckiem, a on tylko bryka w raportach. Ostatnio zaczyna mnie krytykować: Jak ci tak ciężko, skoro dziecko jest w przedszkolu, a ty siedzisz w domu.
A co to dom? Przecież też pracujesz zdalnie. odpowiedziałem.
Zdalna praca w Polsce oznacza, iż w domu leżysz i dostajesz wypłatę, nie ruszając się. odparłam, wzdychając. Nie rozumiesz, iż poświęcam osiem godzin dziennie, a on nie zauważa, iż nie muszę tracić czasu w dojazdy.
Spróbowałaś go przejrzeć? Zajrzeć do telefonu i zobaczyć, z kim rozmawia? spytał Sergiusz, patrząc na mnie z troską.
To już za daleko, nie? To już nie jest ludzka sprawa
A co jeżeli naprawdę wszystko wymyśliłam? Jak to będzie wyglądało? dodałam, drżąc.
Wtedy zza pleców rozległ się głos Julii, żony Sergiusza, która prawie całą rozmowę słyszała. Położyła przed mną otwarty telefon.
Co to? zapytałam, patrząc na ekran.
Czatu z ojcem Zosi, Wojciechem. Przeczytaj. powiedziała, wskazując na kilka krótkich wiadomości.
Okazało się, iż w ciągu miesiąca wymienili się tylko trzy wiadomości o tym, kiedy odbierze Zosię z przedszkola i co jej kupi. Wśród nich znajdowała się kartka z życzeniami z okazji Dnia Matki oraz moje własne życzenia urodzinowe, co Julia podkreśliła, mówiąc, iż ona i Wojciech też rozstali się w przyjaźni. Mamy wspólną córkę, o którą naprawdę się troszczy, nie tylko od płacenia alimentów.
Gdybym przed snem pisała do niego zamiast z Tobą, już dziś miałabym papierki rozwodowe, mruknęła Julia, patrząc mi w oczy.
Zastanawiałam się, co zrobić, gdyby okazało się, iż nic nie ma. Czy będę wyglądać, jak szalona? Czy nasz związek się rozpadnie? Może sam rozpadnie się pod ciężarem mojej paranoi
O Boże, znów zaczyna, westchnął Sergiusz, przyciskając dłoń do twarzy.
Mam pomysł, powiedziała po chwili Julia.
Co takiego? zapytałam nieufnie.
Zapytaj szefa Wiktora, dlaczego tyle pracuje. Nie jako atak, a jako prośba o zrozumienie. jeżeli naprawdę ma nadmiar obowiązków, może pozwoli mu wyjść wcześniej. jeżeli nie, wtedy będziesz wiedziała, iż to wymówka. wyjaśniła.
Wiedziałam, iż szef Wiktora, pan Wacław Nowak, często odwiedzał nasz rynek w Warszawie, więc nie będzie to trudne. Gdy podeszłam do niego, odpowiedziałem spokojnie:
Panie Wacławie, proszę wybaczyć za bezpośredniość, ale mój mąż pracuje do późna, a ja zostaję sama z dzieckiem. Czy istnieje możliwość, by czasem wracał wcześniej?
Kto go trzyma do późna? zapytał z prawdziwą ciekawością. Witek sam mówi, iż odrabia się w domu, bo żona potrzebuje pomocy, a on sam wyjeżdża po dziecko i na zwolnienie.
Kiedy zadzwoniłam do Wiktora, zapytałam zwyczajnym głosem:
O której dzisiaj wracasz?
Może wcześniej, jeżeli poprowadzisz Kostiuka na spacer, a ja posprzątam w domu, odpowiedział, nieco zaskoczony.
Rozmowa przerodziła się w kłótnię. Wiktor zarzucił mi, iż zbyt wiele wymagam, a ja odpowiedziałam, iż nie chcę już dłużej czekać na jego zmiany. Jego odpowiedź brzmiała:
Może kiedyś znajdziesz w sobie siłę, by odejść.
Po obiedzie odebrała mnie teściowa, nie po to, by pogodzić mnie z byłą, ale po to, by podzielić się dobrą wiadomością jej córka, nasza przyjaciółka Valeria, spodziewa się dziecka.
Wiesz co? Cieszę się, iż tak się stało. Valeria zawsze mi się podobała, a ty i twój nieposłuszny syn przerwałam rozmowę i odłożyłam słuchawkę.
Nagle poczułam, iż obojętnie mi już wszystko. Mąż, jego była partnerka, cała ta drama stały się jedynie stronami w książce, które mogę zamknąć i zapomnieć, jakby nigdy nie istniały. Ale te strony nie chciały się zamknąć i po trzech latach, gdy Kostek poszedł do szkoły, przypomniały mi się na nowo.
—Patrząc na Kostka w szkolnym mundurku, zrozumiałam, iż jedynym prawdziwym początkiem jest teraz, gdy mogę wreszcie wreszcie żyć dla siebie i swojego dziecka.














