Zobaczyć na własne oczy
Po straszliwej tragedii utracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym Kinga długo nie potrafiła się pozbierać. Przez niemal pół roku przebywała w klinice, nie chciała widzieć nikogo oprócz swojej mamy, która cierpliwie z nią rozmawiała. Pewnego dnia powiedziała:
Kingusiu, interes twojego męża może się niebawem posypać, wszystko stoi jeszcze tylko na słowie, a Jarek ledwie sobie radzi. Dzwonił do mnie, prosił, żebym ci przekazała. Dobrze, iż Jarek to porządny człowiek, ale…
Te słowa nieco obudziły Kingę z letargu.
Masz rację, mamo. Muszę czymś się zająć, może mój Dawid cieszyłby się, gdybym kontynuowała jego dzieło. Dobrze, iż trochę się na tym znam, chyba przewidział, iż mnie pewnego dnia wciągnie do firmy.
Kinga wróciła do pracy i utrzymała rodzinny biznes. Interes szedł już porządnie, ale Kinga bardzo tęskniła za zmarłą córeczką.
Córeczko, chcę ci coś doradzić. Może powinnaś przygarnąć dziewczynkę z domu dziecka. Taką, która miała jeszcze trudniej od ciebie. Pomogłabyś jej, a sama zrozumiałabyś, iż to dla ciebie drogowskaz.
Kinga długo rozważała słowa mamy i uznała, iż ma rację. Dlatego niedługo potem poszła do domu dziecka, choć wiedziała, iż nikt nigdy nie zastąpi jej Rodziny-Krewnej.
Ala przyszła na świat prawie niewidoma. Jej rodzice, mimo iż wykształceni i z inteligenckich domów, przestraszyli się odpowiedzialności i zrzekli się dziecka, gdy tylko dowiedzieli się o diagnozie. Okazuje się, iż podłość i tchórzostwo nie omijają nikogo.
Tak mała trafiła do domu dziecka, gdzie nazwano ją Alicja. Dorastała, kilka widząc, odróżniała tylko niektóre cienie. Nauczyła się czytać Braille’em, uwielbiała bajki, wierzyła, iż pewnego dnia trafi do niej dobra wróżka.
Gdy Ala miała prawie siedem lat, zjawiła się taka wróżka piękna, pewna siebie, zamożna i bardzo nieszczęśliwa. Dziewczynka choć nie widziała jej wyraźnie, wyczuła ciepło w głosie Kingi. Gdy Kinga pojawiła się w domu dziecka, dyrektorka nie kryła zaskoczenia po co jej dziecko z niepełnosprawnością? Ale Kinga nie wyjaśniała, bała się, iż zostanie źle odebrana. Powiedziała tylko, iż ma środki i chęć, by dać dom dziecku z niepełnosprawnością.
Opiekunka przyprowadziła Alę za rękę. Kinga, widząc dziewczynkę, od razu wiedziała, iż to jej nowe dziecko. Włosy jaśniutkozłote, anielskie loki, błękitne, ale niewidome oczy.
Kto to? zapytała, nie mogąc oderwać oczu od dziewczynki.
To nasza Ala, cudowna, delikatna i kochana odpowiedziała opiekunka.
Ala będzie moja, to pewne natychmiast pomyślała Kinga.
Pokochały się z Alą od razu i bardzo były sobie potrzebne. Wraz z pojawieniem się Ali w domu Kingi, życie kobiety nabrało sensu. Kinga udała się do najlepszych okulistów. Lekarze dawali cień nadziei jeżeli przeprowadzi się operację, dziewczynka może częściowo odzyskać wzrok, choć stale będzie musiała nosić okulary.
Kinga chwyciła się tej myśli. Przed rozpoczęciem szkoły Ala przeżyła zabieg, ale widziała bardzo słabo. Była jeszcze szansa na powtórną, ale musiała dorosnąć. Lata mijały, Kinga troskliwie otaczała córkę opieką. Jej firma kwitła, była piękną kobietą, bogatą i zadbaną, nie myślała jednak o mężczyznach cała jej miłość skupiała się na córce.
Ala wyrosła na zjawiskową dziewczynę, urodę miała niemal nieziemską. Skończyła studia, była skromna, wdzięczna, pracowała z matką w firmie. Kinga z obawą patrzyła na adoratorów Ali nie chciała, by ktoś wykorzystał jej naiwność lub chciał się dorobić na jej posagu. Gdy tylko coś zauważyła, dawała jasno do zrozumienia, iż mają się od jej córki trzymać z daleka.
Pewnego dnia Ala się zakochała. Kinga poznała Pawła wyglądał na miłego człowieka i nie miała nic przeciwko ich spotkaniom. niedługo Paweł oświadczył się dziewczynie. Rozpoczęły się przygotowania do wesela, a kilka miesięcy później zaplanowano ostatnią operację przywracającą wzrok Ali.
Paweł był czuły i troskliwy. Czasem jednak Kinga miała wrażenie, iż bywa nienaturalny, ale przeganiała te myśli. Młodzi pojechali do podwarszawskiej restauracji, by omówić dekorację sali na wesele. W biały dzień było pusto.
Usiedli przy stoliku, Paweł zostawił swój telefon na blacie. Gdy rozległ się alarm samochodowy, wyszedł sprawdzić, co się dzieje. Ala została, a gdy telefon Pawła zaczął dzwonić natarczywie, najpierw nie chciała odebrać, ale w końcu podniosła słuchawkę. Zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała głos przyszłej teściowej, Ireny Pawłowicz:
Synuś, wymyśliłam, jak się gwałtownie pozbędziemy tej ślepej Ali. Moja znajoma w biurze podróży ma dwie wycieczki w góry, poprosiłam, żeby je zarezerwowała. Po ślubie pojedziecie z tą twoją bidulką w Tatry, powiedz, iż marzysz zobaczyć szczyty. Idźcie sami, a ty postaraj się, by twoja żonka się pośliznęła i spadła. Potem zgłoś na policję, iż zaginęła. Możesz mówić, iż pokłóciliście się i wyszła sama. Płacz, dramatyzuj, żądaj poszukiwań. Jak ją znajdą, uznają za nieszczęśliwy wypadek… Przecież nikt się nie będzie wysilał szukać prawdy za granicą. Udawanie wdowca to potrafisz. W innym przypadku, jeżeli zrobimy operację i zacznie widzieć, trudniej będzie się jej pozbyć. Takich pieniędzy nie wolno nam przegapić, synu. Myśl o tym kończę, pa.
Irena rozłączyła się. Ala z przestrachem odłożyła telefon, dłonie drżały.
Czyli jego matka chce mnie zabić, i on pewnie też… myśli dziewczyny krążyły w panice.
Jeszcze chwilę temu była szczęśliwą narzeczoną, dopinała szczegóły wesela… Teraz miała świadomość, iż dwie bliskie osoby, którym ufała, planują jej śmierć. Paweł niczego nie słyszał, więc Ala trzęsła się opanowując nerwy. Wrócił do sali:
Nie wiem, skąd ten alarm samochodowy, może jakiś kot, ale nie znalazłem śladów. W tym momencie telefon znów zadzwonił, Paweł natychmiast go chwycił. Tak, jasne, Romek, już jadę, pilny temat w biurze.
Jedź wydusiła Ala. Poczekam tu na mamę, razem wszystko omówimy.
No dobrze, to lecę, trzymaj się…
Ala rozpłakała się, kiedy Paweł wyszedł. Zadzwoniła do Kingi.
Mamo, przyjedź gwałtownie do restauracji głos jej drżał, mimo usilnych starań o spokój.
Córeczko, co się stało? Zaraz będę.
Ala została przy stole, łzy płynęły jej ciurkiem. Gdy zobaczyła to znajoma menadżerka sali, Kasia, podeszła.
Ala, co się dzieje? Gdzie Paweł, mieliście…
Kasiu, zaraz mama przyjedzie, wszystko wyjaśnimy. Pawła wezwali do pracy.
To może herbaty wam przyniosę, jesteś roztrzęsiona Ala tylko skinęła głową.
Kinga była w drodze, całą jazdę myślała: Co się mogło wydarzyć, Ala choćby przez telefon brzmi obco. Po dwudziestu minutach była w restauracji, od razu przysiadła się do córki.
Ala, całe nerwy miałam po drodze.
Mamo, oni chcą mnie zabić Ala zalała się łzami.
Kto? Kinga spojrzała z niedowierzaniem.
Paweł i Irena Pawłowicz. Sama wszystko słyszałam. Irena dzwoniła, a Paweł zostawił telefon, bo poleciał na alarm w samochodzie. Powiedziała mu, żeby kupił wycieczkę w Tatry i tam mnie przypadkiem strącił. Pośpieszała go, żebyśmy z tobą nie zdążyły zrobić operacji.
Dziecko, jesteś pewna? Wszystko w porządku?
Mamo, przysięgam, usłyszałam własnymi uszami. Irena choćby nie zorientowała się, iż rozmawia ze mną, a nie z Pawłem. gwałtownie się rozłączyłam. Nie domyśla się, iż wszystko wiem. Pawła zawrócili do firmy.
Kinga osłupiała. Czyli się pomyliła co do chłopaka. Co robić? Zastanawiały się z Alą, co dalej, gdy zadzwonił do Ali Paweł.
No i co, Ala, mama przyjechała? Dogadałyście się co do sali?
Kinga odebrała córce telefon:
Halo, Paweł, dobrze, iż dowiedziałyśmy się na czas o waszych planach z mamusią. Posłuchaj uważnie… O waszych pomysłach i wycieczkach…
Jakich planach, jakich wycieczkach? Paweł grał niewiniątko lub naprawdę nic nie rozumiał.
O Tatry i o przypadkowej śmierci Ali… wiesz dobrze.
Paweł zrozumiał już, matka się wygadała, a zamiast niego telefon odebrała Ala na dowód dostał jeszcze wiadomość od matki, by się nie wahał.
Ale czemu miałaby zginąć? Po co w góry?
Żebyś został bogatym wdowcem, ot dlaczego. Ale wybijcie to sobie z głowy nic wam nie wyjdzie. Pamiętaj, Paweł, jak sprawa trafi na policję, odtworzą całą rozmowę, choćby tą skasowaną. Rozumiesz?
Milczał przez chwilę.
Rozumiem. Ale to nie ja, to ona…
Jasne, jednak tchórz, chowasz się za matką. Żegnam, Paweł.
Następnego dnia Paweł opuścił Warszawę. Winił matkę, iż go wystawiła, zabrał jej oszczędności i uciekł. Bał się, iż Kinga z Alą pójdą na policję. Pani Irena nagle do koleżanki w Poznaniu.
Szok zobaczyć na własne oczy
W klinice okulistycznej Ali zrobiono operację. Kinga czuwała przy niej, bo jeszcze nie ściągnięto opatrunków. Lekarzem prowadzącym był młody doktor, Michał Nowakowski, operował ją doświadczony okulista i objął specjalną opieką. Michał wyraźnie polubił Alę, czerwienił się i jąkając, widać było, iż dziewczyna robi na nim wrażenie. Kinga przyglądała mu się bacznie, ale od razu poczuła, iż to romantyczny, zakochany człowiek.
Gdy tylko ściągnięto Ali opatrunki, Michał przyniósł jej wielki bukiet róż. Dziewczyna była oszołomiona po raz pierwszy od dziecka mogła zobaczyć cały świat. Dostrzegła piękny bukiet i przystojnego, wysokiego blondyna o stalowych oczach.
Jestem taka szczęśliwa, wszystko widzę! Ala rozpłakała się, a Michał ją przytulił.
Ala musiała od tej pory przez całe życie nosić okulary, ale to była drobnostka w porównaniu z tym, co przeżyła.
Minął rok, ślub Michała i Ali był przepiękny. niedługo doczekali się córeczki z oczami jak u taty. Ala jest naprawdę szczęśliwa, bo ma kochającego, godnego zaufania męża, który nigdy jej nie zawiedzie ani nie dopuści, by coś jej się stało.
Dziękuję za przeczytanie i wsparcie. Życzę wam wszystkiego, co najlepsze!















