Żona i ojciec Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Władka. Po co jej to w ogóle? Przecież nie zamierza z nimi mieszkać, a od jego ojca, który podobno jest zamożny, można się spodziewać raczej kłopotów niż korzyści. Ale skoro już zdecydowała się na ślub, trzeba grać rolę do końca. Przygotowała się schludnie, żeby wypaść na sympatyczną, zwyczajną dziewczynę. Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wydarzenie pełne pułapek, a z inteligentnymi rodzicami to już prawdziwy test wytrzymałości. Władek uznał, iż trzeba ją pocieszać: – Nie przejmuj się, Karina. Tata bywa ponury, ale jest do dogadania. Nie powiedzą ci niczego strasznego. Polubią cię. A mama… mama to dusza towarzystwa – zapewniał ją przed wejściem do rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła. Ojciec – ponury, a mama – dusza towarzystwa. interesujące zestawienie, pomyślała ze śmiechem. Domu nie była pod wrażeniem. Bywała w lepszych. Przyjęto ich od razu. Karina wcale nie przejmowała się spotkaniem. Czego się bać? Ludzie jak ludzie. Pani Nina, jak już słyszała od Władka, od lat gospodyni domowa, czasem wyjeżdża z koleżankami na wycieczki, ale nic szczególnego. Ojciec, pan Aleksander, podobno nie bardzo wesoły, ale za to małomówny. Imię brzmiało znajomo… Przyjęto ich… I Karina zamarła w progu. To koniec… Przyszłej teściowej nie znała, ale przyszłego teścia rozpoznała natychmiast. Spotkali się trzy lata wcześniej. Nie często, ale z wzajemną korzyścią. Bary, hotele, restauracje. Oczywiście nikt z jego rodziny o tym nie wiedział. No to się zaczęło. Aleksander poznał ją od razu. W jego oczach pojawił się błysk, którego nie umiała rozczytać – może zdziwienie, a może coś groźniejszego, już planował intrygę – ale milczał. Władek, niczego nieświadomy, uroczyście przedstawił Karinie rodziców. – Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Powinienem ją przyprowadzić już wcześniej, ale była taka nieśmiała. Oj… Aleksander wyciągnął rękę. Uścisk był pewny, aż twardy. – Bardzo mi miło, Karino – powiedział z nutką… czegoś. Karina nie była pewna, czego. Gniewu? Ostrzeżenia? Zapowiadał się wieczór pełen napięcia. Ale… nic się nie wydarzyło. Aleksander, przybierając coś na kształt uśmiechu, sam podsunał jej krzesło przy stole. Pewnie poczeka z kompromitacją do później… Ale przez cały czas nic się nie działo. Wtedy Karina zrozumiała – on nic nie powie. Bo gdyby ją zdradził, zdradziłby też siebie przed żoną. Po tej myśli atmosfera się rozluźniła. Pani Nina opowiadała śmieszne historie z dzieciństwa Władka, a pan Aleksander, niby to z zainteresowaniem, zadawał Karinie pytania o pracę. Dobrze wiedział, czym się zajmowała. Jego ironia już jej nie dotykała. choćby parę razy zażartował – i, ku swojemu zaskoczeniu, Karina się zaśmiała. Ale ironiczne aluzje przeznaczone były tylko dla nich dwojga. Na przykład, patrząc na Karinę, rzucił: – Wie pani, Karino, przypomina mi pani pewną moją dawną… koleżankę. Była bardzo bystra. Zawsze potrafiła znaleźć sposób na ludzi. Na różnych ludzi. Karina odparła: – Talenty bywają przeróżne, panie Aleksandrze. Władek, zakochany jak przystało, rozmarzony rzucał jej pełne miłości spojrzenia, nie dostrzegając podtekstów. Naprawdę ją kochał. To było dla niego najważniejsze. I najgorsze jednocześnie. Później, przy rozmowie o podróżach, Aleksander, patrząc na Karinę, zagadnął: – Ja lubię odludne miejsca, bez zgiełku, żebym mógł usiąść z książką. A pani, Karino, jakie miejsca preferuje? Chciał ją złapać na słowie. – Ja wolę, gdy wszędzie dużo ludzi i gwar. Chociaż czasem za dużo uszu może zaszkodzić – odpowiedziała i nie dała się sprowokować. Chyba tylko przez chwilę, ale pani Nina coś zauważyła. Karina wyłapała, iż teściowa skrzywiła się nieco, ale zaraz odsunęła od siebie niepokojące myśli. Aleksander wiedział, iż Karina nie lubi ciszy – i wiedział dlaczego. Na koniec wieczoru Aleksander przytulił Władka. – Synu, dbaj o nią. Jest… wyjątkowa. Brzmiało to jak komplement i szyderstwo zarazem. Ale tylko Karina mogła to odczytać. Karina poczuła, iż w pokoju nagle zrobiło się chłodno. „Wyjątkowa”. To słowo wybrał. *** W nocy, gdy dom zasnął, Karina nie mogła zmrużyć oka. Przemyślała nagłe spotkanie i zaczęła rozważać, jak żyć dalej z tą nagłą prawdą. Przyszłość nie wyglądała różowo. Domyślała się, iż Aleksander, podobnie jak ona, raczej nie śpi. On – przez spotkanie, ona – przez rozmowę, która dopiero ma się odbyć. Cicho wyszła z pokoju. Narzuciła na siebie domową bluzę, zeszła ostrożnie na dół, starając się, by ci, którzy nie śpią, jej nie przeoczyli. Ruszyła na werandę – tam spodziewała się spotkać Aleksandra. Nie musiała długo czekać. – Nie śpisz? – odezwał się za jej plecami. – Jakoś sen nie przychodzi – odparła spokojnie. Poczuła dobrze znany zapach jego perfum. Patrzył na nią przenikliwie. – Po co ci mój syn, Karina? – zapytał bez ogródek. – Wiem, na co cię stać. Wiem, ilu takich jak ja było u ciebie. Wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Nie ukrywałaś tego. Cenę podawałaś jasno. Po co ci Władek? jeżeli nie chce wracać do przeszłości, to ona też nie zamierza udawać. – Kocham go, panie Aleksandrze – odparła przeciągle. – Czemu nie mogę? Nie przekonała go. – Miłość? Ty? To śmieszne. Ja wiem, kim jesteś, Karina. Powiem Władkowi całą prawdę. O tym, czym się zajmowałaś. Zobaczymy, czy wtedy się z tobą ożeni. Karina zbliżyła się, tak iż dzieliła ich tylko wyciągnięta ręka. – Opowiadaj, panie Aleksandrze – wypowiedziała przeciągle – Ale wtedy i twoja żona dowie się o naszej przeszłości. – To… – To nie szantaż. To wzajemność. Opowiesz, jak się poznaliśmy, nie ukryjesz, co robiliśmy. Uzupełnię każdy szczegół twojej narracji. – To nie to samo… – Naprawdę? Opowiesz to swojej żonie? Aleksander zamarł. Groźba nie podziałała; zrozumiał, iż oboje są w tej samej pułapce. – I co jej powiesz? – Nie tylko jej. Władkowi też. Opowiem, jaki z ciebie przykładny mąż i na jakich „delegacjach” bywałeś. Wszystko. Nie będę miała nic do stracenia. Chcesz ratować syna, ratuj. Niełatwy wybór. Namówić syna do zerwania – to zgodzić się na własny rozwód. – Nie odważysz się. – Nie odważę? Ty się odważysz, a ja nie? – Karina parsknęła śmiechem. – Uważaj, bo twój materiał do szantażu może cię kosztować więcej niż mnie. Nina bardzo ceni wierność. Kiedyś, bardzo pijany, wyznał jej, jak żona by go nie wybaczyła, gdyby się dowiedziała o zdradzie. Nie wybaczyłaby. Naprawdę go nie blefowała. – Dobrze – wycedził. – Nic nie powiem. Ty też milczysz. Zapominamy o przeszłości. Dlatego Karina się nie denerwowała. On miał więcej do stracenia. – Jak pan każe, panie Aleksandrze. Nazajutrz opuścili dom rodziców Władka. Pod niechętnym wzrokiem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już nazywała ją „córeczką”. Aleksandrowi aż drgnęła powieka. Udławiony żalem, nie mógł ostrzec syna przed jego narzeczoną – bał się stracić wszystko. Straciwszy żonę, traciłby nie tylko rodzinę, ale i większość majątku. Nie licząc już syna… Przy kolejnej wizycie u rodziców zostali z Władkiem na dwa tygodnie. Wakacje w pełni. Aleksander unikał Kariny, zasłaniając się pracą. Raz jednak ciekawość zwyciężyła – postanowił przeszukać jej torbę. Może coś znajdzie, co da mu przewagę. Przeszukał wszystko – kosmetyczkę, organizer, notesik. I wtedy zobaczył biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Dwie wyraźne kreski. – Myślałem, iż katastrofa to to, iż mój syn się z nią żeni… A tu dopiero katastrofa! – odłożył test, nie zdążył jednak zamknąć torby. Karina już stała w drzwiach. – Ładnie tak grzebać w cudzych rzeczach? – sarknęła, jakby bez złości. Aleksander nie zamierzał się tłumaczyć. – Jesteś w ciąży z Władkiem? Karina wolno podeszła, zabrała torbę i spojrzała mu w oczy: – Wyszło na jaw, Aleksandrze. Zepsuł pan niespodziankę. Aleksander był wściekły. Teraz Karina na pewno się od jego syna nie odczepi. Teraz, jeżeli wyzna prawdę, to… zniszczy wszystkich. Milczenie było jedyną drogą. Ale jak milczeć, wiedząc, iż syn pakuje się w pułapkę? *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Władek i Karina wychowywali córeczkę Alicję. Aleksander unikał ich jak ognia. Nie mógł patrzeć na Karinę. Unikał kontaktu z wnuczką – nie czuł jej za swoją. Karina go przerażała: jej obojętność wobec Władka i mroczna przeszłość. I znów. Nina wybierała się do Władka i Kariny. – Aleksander, jedziesz ze mną? – Nie, boli mnie głowa. – Znowu? Coraz częściej ostatnio… – Tylko się źle czuję. Jedź sama. Zawsze miał wymówkę. choćby wziął tabletki dla przekonania. Nie znosił widoku Kariny. Ale nie mógł też niczego ujawnić. Wieczór mijał nudno, tylko myśli nie dawały spokoju. Poleżał. Poczytał. Zauważył, iż Nina bardzo długo nie wraca. Jedenasta, a żony nie ma. Telefon nie odpowiada. Zadzwonił do Władka. – Wszystko u was dobrze? Mama już wyjechała? Nie ma jej w domu… – Tata, ostatni z kim chcę teraz rozmawiać, to ty. Trzasnął słuchawką… Aleksander już miał jechać do syna, gdy przed domem stanął samochód. Karina. Mało nie dostał zawału. – Co tu robisz? Co się stało? – niemal krzyczał. Karina wydawała się niewzruszona. Nalała sobie wina, usiadła wygodnie. – Stała się katastrofa. – Jaka katastrofa? – Nasza. Władek znalazł na stronie jednej knajpy nasze stare zdjęcia, sprzed czterech lat. Z imprezy w „Edenie”, pamiętasz? Chciał zrobić rezerwację na rocznicę, poszedł na stronę… A tam my. We własnej osobie. Fotograf, do cholery… zamieścił wszystko! Teraz Władek szaleje, Nina chce się rozwodzić. Ja z twoim synem pewnie też się rozwiodę, jak chciałeś. Aleksander zaniemówił. Przebiegła mu przez głowę cała lawina wydarzeń. Strona, tamta impreza… Przecież wtedy prosił, by nie robić zdjęć… Kto by pomyślał, iż wszystko tak się złoży! Osiadł na podłodze obok niej. – To po co przyszłaś? – Uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina – W domu sajgon. Alicja z nianią. Wina chcesz? Podała mu jego własnego wina. Siedzieli na werandzie, otoczeni ciszą przerywaną tylko brzęczeniem świerszczy. – To wszystko przez ciebie – powiedział Aleksander. Karina pokiwała głową, patrząc w kieliszek. – Mhm. – Jesteś nie do wytrzymania. – To prawda. – choćby nie jest ci żal Władka. – Żal, ale siebie bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Nie będę się kłócić. Nagle wziął ją za podbródek i spojrzał w oczy. – Przecież wiesz, iż nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Wierzę bez wahania. *** Rano, gdy pani Nina wróciła pogodzić się z mężem, gotowa wybaczyć choćby za cenę połowy swoich nerwów, znalazła Karinę z Aleksandrem razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – Ja – odpowiedziała Nina, patrząc na rozpadające się szczątki swojego życia. Karina spojrzała na nią tylko z lekkim uśmiechem. Aleksander obudził się chwilę później. Ale za żoną nie pojechał.

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Żona i ojciec

Katarzyna tylko udawała, iż zależy jej na poznaniu rodziców Michała. Po co jej to w ogóle potrzebne? Przecież nie z nimi ma mieszkać, a od jego ojca, który ponoć jest majętny, i tak nic dobrego, poza podejrzeniami i kłopotami, nie zyska.

Ale skoro już postanowiła wyjść za mąż, musiała grać do końca.

Przygotowała się starannie, ale skromnie chciała sprawiać wrażenie sympatycznej, zwyczajnej dziewczyny.

Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze pole minowe, a gdy są bystrzy to już prawdziwy test.

Michał myślał, iż trzeba ją pocieszyć:

Nie stresuj się, Kasiu, tylko spokojnie. Tata jest raczej poważny, ale da się z nim dogadać. Niczego złego ci nie powiedzą. Polubią cię. Tata trochę dziwny, to prawda, ale mama dusza towarzystwa zapewniał, tuż przed wejściem do rodzinnego domu.

Kasia tylko się uśmiechnęła, poprawiając pasmo włosów. Tata ponury, mama dusza towarzystwa. Dobre sobie. Lekko przewróciła oczami.

Dom nie zrobił na niej wrażenia. Widywała już bogatsze.

Od razu ich powitali.

Katarzyna nie była szczególnie zdenerwowana. Po co? Ludzie jak ludzie. Ewa, matka Michała, jak już wiedziała z jego opowieści gospodyni domowa, rzadko pracowała, czasem wyjeżdżała z koleżankami na wycieczki, nic szczególnego. Ojciec, Henryk, choć nie był wesołkiem, to jednak milczek. Ale nazwisko wydało się Kasi dziwnie znajome

I wtedy…

Katarzyna znieruchomiała w progu. To koniec… Z przyszłą teściową spotykała się pierwszy raz, ale przyszłego teścia rozpoznała natychmiast. Spotkali się już kiedyś. Trzy lata temu. Nie było tego wiele, ale łączył ich wspólny interes w barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, żona Henryka ani Michał nie mieli o tym pojęcia.

Masz babo placek.

Henryk także ją poznał. Przez jego twarz przemknęło coś zaskoczenie, podziw albo może coś dużo ciemniejszego Może już obmyślał jakąś intrygę? Milczał jednak uparcie.

Michał, niczego nieświadomy, przedstawił Kasię rodzicom.

Mamo, tato, poznajcie Kasię. Moją narzeczoną. Wcześniej wstydziła się przyjść.

No pięknie

Henryk podał jej dłoń.

Uścisk miał mocny, choćby szorstki.

Miło cię poznać, Katarzyno powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta czegoś, czego Kasia w pierwszej chwili nie potrafiła nazwać. Może gniewu. A może ostrzeżenia. A może jeszcze czegoś

Kasia zastanawiała się, jak się wykręci, czekając, aż Henryk opowie, kim była.

Mi również bardzo miło, panie Henryku odpowiedziała, starając się, by nie zdemaskowano jej od razu. Ścisnęła jego dłoń. Serce waliło jej szybko. I… nic.

Henryk, prawie się uśmiechając, odsunął jej krzesło do stołu.

Pewnie zamierza ją później skompromitować

Ale nic się nie zaczęło.

Kasia zrozumiała nie wyda jej. Przecież jak ją wyda, to sam siebie skompromituje przed żoną.

Odetchnęła. Atmosfera zrobiła się lżejsza. Ewa opowiadała zabawne historie z dzieciństwa Michała, a Henryk wyraźnie się przysłuchiwał Kasi, dopytując o jej pracę. On wiedział o niej wystarczająco dużo. Jego subtelna ironia przesuwała się po niej bez echa. choćby parę razy zażartował, i, o dziwo, Kasia zaśmiała się. W jego żartach jednak kryły się podteksty zrozumiałe tylko dla nich dwojga.

Na przykład gdy, patrząc na Kasię, powiedział:

Wie pani, przypomina mi pani taką jedną moją byłą… koleżankę z pracy. Bystrą. Potrafiła dogadać się z każdym.

Kasia nie dała się zbić z tropu:

Rozmaite są talenty, panie Henryku.

Michał, zakochany jak trzeba, patrzył na Kasię z zachwytem, nie rozumiejąc żadnych aluzji. Naprawdę ją kochał. I to było chyba najważniejsze. I najbardziej smutne. Dla niego.

Później rozmowa zeszła na podróże. Henryk, świdrując Kasię spojrzeniem, zagadnął:

A ja, wie pani, najbardziej cenię sobie odludne miejsca. Spokój, spokój i książka. A pani, Katarzyno, jakie miejsca pani woli?

Chciał ją złapać.

Lubię, jak wokół jest gwarno, wesoło odpowiedziała Kasia, nie poddając się prowokacji. Choć czasami zbyt wielu świadków bywa niebezpiecznych.

Wydawało jej się, iż Ewa przez moment zmarszczyła brwi, jakby coś ją zaniepokoiło, ale zaraz odgoniła nieprzyjemne myśli.

Henryk wiedział, iż Kasia nie jest typem szukającym ciszy. I wiedział dlaczego.

Kiedy wieczór się kończył, Henryk objął Michała.

Synu, dbaj o nią. Jest… wyjątkowa.

Zabrzmiało to i jak komplement, i jak kpina. Jednak nikt, oprócz Kasi, tego nie zauważył.

Temperatura w domu jakby nagle spadła. “Wyjątkowa”. Dobrze wiedział, co mówi.

***

W nocy Kasia nie mogła zasnąć.

Leżała, rozmyślając o niespodziewanym spotkaniu i o tym, co dalej z takie sytuacji wyniknie. Perspektywy były raczej marne. Domyślała się, iż Henryk, podobnie jak ona, też raczej nie śpi. On przez nagłe spotkanie, ona przez to, co musi jeszcze przeżyć. A szczerze mówiąc przez wszystko.

Cicho wstała, narzuciła na siebie ulubioną domową bluzę i wyszła z pokoju. Schodząc na dół, celowo stawiała kroki głośniej tak, by czuwający wiedzieli, iż nie śpi. Potem skierowała się na werandę, spodziewając się, iż tam na pewno zobaczy Henryka.

Nie musiała długo czekać.

Nie możesz spać? zapytał, podchodząc cicho.

Jakoś nie mogę odpowiedziała Kasia.

Przeciągnął się lekki wiatr.

Wyraźnie wyczuła zapach jego perfum.

Patrzył na nią uważnie.

Czego chcesz od mojego syna, Katarzyno? nie było w nim już cienia uprzejmości. Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. I zawsze chodziło ci o pieniądze. choćby nie ukrywałaś tego. Stawiałaś sprawę jasno. Po co ci Michał?

Skoro nie chce wspominać przeszłości, Kasia też nie będzie grzeczna. Uśmiechnęła się krzywo:

Kocham go, panie Henryku zaśpiewała Czemu nie mogę?

Nie przekonało go to.

Ty? Ty kogoś kochasz? Śmieszne. Wiem, jaka jesteś. Powiem Michałowi wszystko. Czym się zajmowałaś. Kim jesteś naprawdę. Myślisz, iż wtedy się z tobą ożeni?

Kasia podeszła bliżej, zostawiając tylko krok między nimi. Nachyliła głowę, przyglądając się mu. Jakby już nie znała go wystarczająco dobrze!

Opowiadaj, panie Henryku powiedziała przeciągle. Ale wtedy i pani Ewa dowie się o naszym małym sekrecie.

To…

To nie szantaż, tylko sprawiedliwość. jeżeli zdradzisz, gdzie i jak się poznaliśmy, trudno będzie ukryć, czym się zajmowaliśmy. Uzupełnię twój wykład, możesz być pewien.

To nie jest to samo…

Tak? Żonie powiedz to samo?

Henryk zamarł. Pogróżka nie zadziałała. Zrozumiał. Zostali wpakowani do jednego wozu. Nie było powrotu.

Co jej powiesz?

Powiem wszystkim. Również Michałowi. Powiem, jaki z pana wierny mąż, gdzie się pan zatrzymywał po pracy. Wszystko powiem. Już nie będę miała nic do stracenia. Chcesz ratować syna przede mną? Proszę bardzo.

Trudny wybór.

Odwiedzić syna od ślubu to podpisać swój własny wyrok rozwodowy.

Nie ośmielisz się.

Nie ośmielę się? Kasia aż się zaśmiała. Czyli on może, a ona nie? Nie ośmielę się, jeżeli i pan nie ruszy tematu mojej jak pan to określił interesowności, gdy sam pan ma taki hak, który może kosztować małżeństwo? Ewa bardzo ceni wierność.

Dawno temu, po pijaku, Henryk wyznał jej, iż zdradza żonę, choć ona taka porządna i wierna Wiedziała, iż Ewa mu nie wybaczy. Nigdy.

On wiedział, iż Kasia nie blefuje.

Dobrze wycedził. Nie powiem nic. Ty też milczysz. Nikt nie piśnie słowa. Zamykamy temat.

A więc Kasia nie miała powodów do zmartwień. On miał do stracenia znacznie więcej.

Jak pan mówi, panie Henryku.

Następnego ranka opuścili dom rodziców Michała. Pod wypalającym wzrokiem przyszłego teścia, Kasia żegnała się z jego żoną, która już nazwała ją córeczką. Henrykowi aż zadrgał powieka.

Dręczyło go, iż nie może ostrzec syna przed podstępną wybranką, ale bardziej bał się stracić wszystko. Straciłby nie tylko Ewę, ale i sporą część swojego majątku. Bo przecież żona nie odejdzie z pustymi rękami. A i syn pewnie nigdy by nie wybaczył

Któregoś razu Kasia i Michał zostali u rodziców Michała na dwa tygodnie.

Urlop w pełni.

Henryk unikał Kasi pod byle pretekstem. Ale któregoś dnia, będąc sam w domu, ciekawość zwyciężyła. Postanowił pogrzebać w jej torebce. Może znajdzie coś, co da mu przewagę.

Przekopał kosmetyczkę, notesik, kalendarzyk. I wtedy jego wzrok padł na biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Dwie wyraźne kreski.

Myślałem, iż katastrofa to ślub z… Nie, prawdziwa katastrofa to dopiero TO! położył test z powrotem, ale nie zdążył zamknąć torby.

Kasia właśnie go przyłapała.

Nieładnie tak grzebać w cudzych rzeczach skarciła go z ironią, chociaż zdawała się być spokojna.

Henryk się nie wypierał.

Jesteś w ciąży z Michałem?

Kasia przysunęła się, odebrała torbę z jego rąk i spojrzała prosto w oczy:

Chyba popsuł pan prezent-niespodziankę, panie Henryku.

Henryk był wściekły. Teraz Kasia na pewno już z syna nie zrezygnuje. Teraz, jeżeli wyjawi prawdę, sam się pogrąży. No i klops. Teraz musi milczeć, choć ciążyło mu to jak nigdy.

***

Minęło dziewięć miesięcy… a potem jeszcze pół roku.

Michał i Kasia wychowywali swoją córeczkę, Anielę.

Henryk starał się unikać kontaktu. Nie mógł patrzeć na nich, nie chciał choćby o tym myśleć. Wnuczki nie uważał za wnuczkę. A Kasia go przerażała. Szczególnie jej obojętny stosunek do Michała i jej mroczna przeszłość.

I znowu…

Ewa wybierała się w odwiedziny do syna.

Henryku, jedziesz ze mną?

Nie, głowa mnie boli.

Znów? To już poważny sygnał.

Zmęczony jestem. Jedź sama.

Henryk, jak zawsze, udawał migrenę, przeziębienie, zapalenie ucha, ból nóg Zawsze coś wymyślił, by nie jechać. Połknął choćby dwa leki dla pewności. Nie mógł patrzeć na Kasię. Nie mógł znieść jej towarzystwa, ale nie mógł też o niczym powiedzieć.

Wieczór mijał mu pod znakiem natłoku myśli.

Położył się.

Poczytał.

Zauważył w końcu, iż Ewa mocno się spóźnia. Była już jedenasta, a żony nie było. Telefon milczał. Napięcie rosło. Zadzwonił do Michała.

Michał, wszystko w porządku? Ewa już wyjechała? przez cały czas jej nie ma.

Tato, ty jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym teraz rozmawiać.

I rozłączył się…

Henryk już miał ruszać do syna, gdy pod domem stanęła… samochód Kasi. Oczywiście domyślił się, iż coś się dzieje, ale widząc ją, prawie zemdlał.

Co ty tu robisz?? potrząsnął nią. Co się stało?

Kasia wyglądała, jakby nic się nie wydarzyło. Nalała sobie wina. Usiadła.

Krach się stał.

Jaki krach?

Nasz. Wspólny. Michał znalazł na stronie jakiejś knajpy nasze zdjęcia sprzed czterech lat. Z tej imprezy w Oazie, pamiętasz? Michał chciał coś tam zorganizować na rocznicę, zaczął grzebać po stronie A tam my. W całej okazałości. Fotograf wrzucił wszystko! Michał jest wściekły, Ewa zapowiada rozwód. A ja pewnie też się właśnie rozwodzę z twoim synem, jak bardzo chciałeś.

Henryk patrzył na nią w osłupieniu. Przez głowę przelatywały mu wspomnienia. Strona internetowa, ta impreza Przecież prosił, by nie robić zdjęć! Kto by pomyślał, iż się wszystko tak zbiegnie…

Bezsilnie usiadł na podłodze.

Dlaczego przyjechałaś do mnie?

Chciałam uciec na wieczór uśmiechnęła się Kasia. W domu bajzel. Aniela z nianią. Wypijesz ze mną wino?

Podała mu jego własne wino.

Siedzieli na werandzie, pijąc w ciszy, którą przerywał tylko cykanie świerszczy jedyny dźwięk, który ich jeszcze łączył.

To przez ciebie powiedział Henryk.

Kasia skinęła głową.

Tak.

Nie do wytrzymania jesteś.

Pewnie, iż tak.

choćby ci nie żal Michała.

Żal, ale siebie bardziej.

Kochasz tylko siebie.

Zgadzam się.

Nagle złapał ją za podbródek i spojrzał prosto w oczy.

Wiesz, iż nigdy cię nie kochałem wyszeptał.

Wierzę na słowo.

***

Rano, gdy Ewa w końcu wróciła szukać zgody, zdecydowana wybaczyć mężowi choćby za cenę wszystkich swoich nerwów, znalazła Kasię i Henryka razem. Wciąż śpiących.

Kto tam? poszła spać Kasia.

Ja odezwała się Ewa, patrząc, jak wali się jej świat.

Kasia spojrzała na nią i z uśmiechem się przeciągnęła. Henryk obudził się chwilę później, ale już za żoną nie pojechał.

Idź do oryginalnego materiału