Zrobiłem test DNA z niepokoju o ojcostwo – teraz żałuję, bo straciłem rodzinę przez własną ciekawość

newsempire24.com 2 dni temu

Zrobiłem test DNA i tego gorzko pożałowałem

Wszystko zaczęło się, gdy dowiedziałem się, iż moja dziewczyna jest w ciąży. Nie było wyjścia musiałem się ożenić. Po ślubie razem z żoną, Joanną, zamieszkaliśmy u moich rodziców w Krakowie, bo nie było nas stać na własne mieszkanie. Żyliśmy pod jednym dachem, nie było łatwo, ale jakoś sobie radziliśmy.

Niedługo potem urodził się nasz synek, Michał. Miejsce stało się jeszcze ciaśniejsze, więc z Joanną wzięliśmy kredyt we frankach, aby kupić własne M, na obrzeżach miasta. Wszystko wydawało się układać, życie zaczynało nabierać barw.

Po jakimś czasie Joanna znowu powiedziała, iż oczekujemy dziecka. niedługo po tym pojawiła się na świecie nasza córeczka Zuzanna. Dzieci rosły jak na drożdżach, z roku na rok coraz szybciej.

Z każdym dniem coś jednak nie dawało mi spokoju. Michał i Zuzia byli rudzi, z mnóstwem piegów na nosie. W naszej rodzinie od pokoleń nie było takich cech. Ani ja, ani Joanna nie jesteśmy tacy. Charakterami też bardzo odbiegali od nas mieli ten ogień i nieprzewidywalność, których u nas w domu było jak na lekarstwo. Skąd to się wzięło?

Czarna myśl zawisła nad moją głową. Nie dawała mi zasnąć. Po miesiącach wyrzutów sumienia zdecydowałem się na badanie DNA. Teraz widzę, iż byłem głupi, ale wtedy to wydawało mi się jedyną szansą na odzyskanie spokoju.

Dwutygodniowe oczekiwanie dłużyło się niemiłosiernie. Kiedy w końcu zadzwonili z laboratorium na Szpitalnej, pognałem na złamanie karku odebrać wyniki. Ta chwila była jak wyrok ulga spłynęła na mnie, gdy zobaczyłem, iż dzieci są w stu procentach moje.

Wróciłem do mieszkania, schowałem dokumenty na dnie szuflady, by Joanna ich nie odnalazła. Dlaczego ich nie zniszczyłem od razu? Nie wiem do dziś, ale zapłaciłem za to najwyższą cenę.

Kilka dni później, wracając z pracy, znalazłem Joannę we łzach. Wściekła jak burza, rzuciła mi wyniki przed twarz. Dramatyczna awantura wybrzmiała echem po ścianach mieszkania. Rozumiem jej gniew, jej ból, ale myślałem, iż może da się to przemilczeć, wytłumaczyć. Pomimo moich przeprosin Joanna nie mogła mi tego wybaczyć. Odeszła, zabierając dzieci ze sobą.

Minęło już pięć lat. Joanna nie pozwala mi się widywać z Michałem i Zuzią. Dławię się tęsknotą za rodziną, którą straciłem przez zwykłe, ludzkie zwątpienie i głupią ciekawość. Codziennie modlę się, żeby kiedyś potrafiła mi przebaczyć. Bo nie ma nic cenniejszego niż własna rodzina.

Idź do oryginalnego materiału