Ania, zabierz ją stąd! Ja już naprawdę nie mogę! choćby dotykać jej jest mi obrzydliwe!

newskey24.com 4 godzin temu

Aniu, zabierz ją! Nie dam już rady! Sam dotyk mnie od niej odrzuca!

Lidii aż drżały ręce. Dziecko na jej ramionach płakało nieprzerwanie.

Ania ostrożnie wzięła siostrzenicę na ręce i skinęła głową.

Dobrze. Ale to twoja decyzja, potem nie będzie pretensji?

Żadnych pretensji! Zabierz ją, nie chcę jej!

Mała pojawiła się na świecie zaledwie miesiąc temu. Od początku ciąży z Lidią działo się coś dziwnego. Ania tłumaczyła sobie jej huśtawki nastrojów ciążą. Jej siostra była wdową już od ponad siedmiu lat. Starsze dzieci mieszkały osobno. Wyjazd nad Bałtyk, krótki romans i nagła ciąża dla wszystkich była zaskoczeniem. Lidia nigdy nie była spontaniczna. Na początku wydawało się, iż dziecko cieszy Lidię. Z czasem jednak Ania zauważyła, jak siostra raz w pośpiechu kupuje ubranka i wózek, a potem znika, unika rozmów, jakby ukrywała się za grubym murem.

Tuż przed samym porodem Lidia zupełnie zerwała kontakt z rodziną. Nie dzwoniła do mamy, siostry, choćby do dzieci. Zaniepokojona Ania odnalazła ją w warszawskim szpitalu, gdzie Lidia chciała podpisać zrzeczenie praw do dziecka.

Lidia, co się dzieje? Dlaczego?

Sama nie wiem. Nic nie czuję. Ona jest obca.

Jak obca? To twoje dziecko!

Już nie moje odwróciła się do ściany.

Ania poprosiła o pomoc mamę. Lidia zgodziła się zabrać dziecko do siebie. Mama nalegała, by Lidia wraz z córką zamieszkała z nią, żeby w razie czego pomóc w pierwszych tygodniach. W istocie jednak domownicy czuwali nad Lidią. Opiekowała się dzieckiem, ale mechanicznie, nie poświęcając Ani chwili więcej, niż trzeba było. Imię dała babcia, na rękach nosiła ją ciotka.

Lidia, co jeżeli ją zabiorę? Będę wychowywać, ale minie trochę czasu i to mnie będzie nazywać mamą…

Rób co chcesz. Byle nie mnie nazywała mamą.

Po tygodniu dokumenty zostały załatwione. Ania została prawną opiekunką siostrzenicy. Lidia wyjechała do Poznania.

Mała Asia gwałtownie rosła, była żywa, uśmiechnięta. Wcześnie zaczęła chodzić i mówić. Mamą nazywała Anię.

Minęło dwanaście lat.

Mamo, dostałam dziś same piątki, a jutro z klasą idziemy do kina! śmiech Asi wypełnił mieszkanie.

To ona?

Tak, Lidio, to ona. Proszę cię…

Dzień dobry! Jestem Asia, a pani?

W progu kuchni stanęła wysoka, bystra dziewczynka. Patrzyła na siedzącą przy stole kobietę, potem na mamę, która blada jak ściana stała przy oknie.

Ja Lidia. Jestem twoją matką, Asiu.

Mówiłam ci! Ania rzuciła siostrze ostre spojrzenie i podeszła do córki. Asiu! Ja ci wszystko wyjaśnię!

Nie trzeba, mamo. Posłuchajmy. Mówi pani, iż jest moją mamą. I co z tego?

Przyjechałam po ciebie. Chcę, żebyś mieszkała ze mną.

Po co?

Jesteś moją córką.

Nie jestem pańska. Mam jedną mamę, tu stoi. Innej nie szukam! A panią widzę pierwszy i oby ostatni raz Asia odwróciła się i wyszła z kuchni.

Ania bez sił osunęła się na krzesło.

Po co to wszystko?

Jeszcze niczego nie osiągnęłam. Jeszcze wrócę, jeżeli trzeba pójdę do sądu.

Po co ci to? Przecież oddałaś ją, nie chciałaś choćby patrzeć. Nikt nie rozumiał, dlaczego to zrobiłaś. A teraz, po tylu latach, oczekujesz, iż cię przyjmie? Lidia, proszę cię, pojedź do mamy, pogadamy później, muszę iść do córki.

Do siostrzenicy! rzuciła Lidia, wstając.

Ania tylko westchnęła. Zamknęła drzwi i poszła do pokoju Asi.

Asieńko

Mamo, poczekaj. Zanim zaczniesz tłumaczyć, chcę ci coś powiedzieć. Rok temu, gdy sprzątałyśmy u babci, znalazłam papiery o opiece. Na początku byłam strasznie zła, iż nic nie wiedziałam. Potem chciałam ją spotkać, zapytać: dlaczego? Ale z czasem zrozumiałam, iż nie muszę tego wiedzieć. Ty jesteś moją mamą! I nie chcę innej!

Asiu, córeczko! Nie oddam cię nikomu.

Ja siebie samej także nie oddam zaśmiała się Asia. Pamiętasz mojego kolegę Kacpra? Jego mama jest prawnikiem od spraw rodzinnych, zadzwoń do niej.

Oj, córko, nie rośnij aż tak szybko. Wszystko już sama rozumiesz! Ale na razie to ja jestem twoją mamą i mam coś do powiedzenia Ania parsknęła śmiechem i przytuliła dziewczynkę. Oczywiście, zadzwonimy, wszystko załatwimy.

Potem były jeszcze nerwowe dni i rozprawa, ale sąd zostawił wszystko tak, jak jest. Uznano zdanie Asi, która kategorycznie nie chciała mieszkać z biologiczną matką.

Siostry stały przed sądem.

No i koniec, nareszcie ten koszmar się skończył westchnęła z ulgą Ania. Co teraz zrobisz?

Wyjadę, Aniu. Nie będę przeszkadzać. Pomóc chcę, więc nie odmawiaj. Dla Asi założyłam już konto, zostawiłam je u mamy, papiery również.

Po co to wszystko, Lidia? Dlaczego ją wtedy porzuciłaś?

Nie było żadnego romansu, nie było niczego. Był tylko ciemny park, późny wieczór

Ania zaniemówiła.

I nic nigdy nie powiedziałaś?! Przez te wszystkie lata tłumiłaś to w sobie?

Nie dało się tego cofnąć. Dlatego milczałam. choćby nie od razu zorientowałam się, iż jestem w ciąży, myślałam, iż to menopauza. Potem już było za późno. Asiu nie mów. To nie jej historia, a moja. Może kiedyś mi wybaczy.

Ania przytuliła siostrę i razem popatrzyły na Asię stojącą z babcią.

Czasem z największego bólu może narodzić się największa radość. Jest taka piękna! Lidia otarła łzy, a na jej twarzy Ania po raz pierwszy od wielu lat zobaczyła uśmiech.

Bo w życiu nie zawsze rozumiemy czyjeś decyzje, ani nie jesteśmy w stanie poczuć cudzego bólu ale możemy dać drugiemu człowiekowi miłość, zrozumienie i drugą szansę, jeżeli będziemy umieli patrzeć sercem.

Idź do oryginalnego materiału