Drugi potomek — tym razem syn!

polregion.pl 4 godzin temu

Drugi potomek to mąż.

Nie, to nie żona To gliniarka, kucharka Nie rozpraszajcie się.

Wśród przyjaciół wspomniałem o Klementynie a adekwatnie o jej małżonku.

Nie żona? Kucharka? Co za zwrot akcji!

Klementyna od razu straciła barwę głosu.

Przyjaciele, nie znani Klementynie, odwrócili się, by zobaczyć, kto przerwał ich pogawędki. Stali się jak ministrowie na naradzie pełni ważności, choć niewiadomo, o jakich przyjaciołach ich żona nie ma pojęcia.

Marek, przewracając krzesło, podskoczył i rzucił się w stronę Klementyny, by uciec jej wzrokiem przed oczyma towarzyszy. Jego wyniosli rozmówcy wymienili zdziwione spojrzenia. Przeszła szeptająca fala: po co on taki pośpiech do gliniarki. Wszyscy parsknęli, ukazując dwuznaczny uśmiech.

Jedynym obojętnym pozostał wysokiego wzrostu mężczyzna, zajmujący najdalsze krzesło.

Gliniarka? szepnęła Klementyna za zamkniętymi drzwiami, Kucharka?

Niepoważne jest wyobrażać cię w tych podniszczonych dżinsach jako żonę rzekł Marek, jakby mówił coś, co sama powinna pojąć w tej sali siedzą poważni panowie.

Normalne dżinsy.

Nitki na szwach wystają, ale nie przyciągają wzroku.

Normalne dla konia roboczego, a żona dobrze prosperującego przedsiębiorcy nie może chodzić jak żebraczka!

Przedsiębiorcy? Czy to ty im makaron podrzucałeś? Skąd go wziąłeś?

Dziś po południu byłem w bilardowym klubie przy Krakowskiej i pokonałem całą piątkę! Zachwycili się moim talentem i zaprosili mnie na kieliszek czegoś mocnego. Zapytałem ich o pracę mogą sfinansować mój projekt salonu samochodowego! Są inwestorami!

Wasi inwestorzy grają w domino za garażami.

Dzisiejszej nocy Klementyna zobaczyła, kim jej mąż ją uważa sługą. Nie kucharka, ale utrzymuje rodzinę finansowo. Przyniosła pieniądze i zniknęła pod listwą przypodłogową.

Wtedy Klementyna wspomniała o domino.

jeżeli nie wierzysz w męża, po co potem się wściekać, iż on w siebie też nie wierzy i nie pracuje? Jak tu budować karierę, gdy własna żona nic nie docenia?

Dzisiejszego popołudnia uzgodnili, iż Marek zabierze do pralni jej garnitury. Klementyna zwolenniczka klasycznej elegancji nosi je na ważne spotkania, a na co dzień, gdy trzeba przemierzyć wiele obiektów, wybiera podniszczone dżinsy.

Zabrałeś garnitury?

Nie! Kiedy miałem? Próbowałem przyciągnąć inwestorów

Gdzie? W bilardzie?

Co, już nie można odpocząć?

Kiedy ja brałam na siebie wszystkie finanse, ty zajmowałeś się domem.

Ale mówiłem, iż potrzebuję czasu w hobby i samorealizację.

Masz go pod dostatkiem! Na dom nie ma czasu. Płacę usługę sprzątania, jem gdzie popadnie, a wieczorem zamawiasz sushi albo pizzę! Gdzie ten dom, o którym marzyłeś, kiedy wprowadziłeś się? W bilardzie grałeś od świtu do zmierzchu!

Obniż poziom hałasu, kochanie przycisnął mu dłoń na usta jeżeli usłyszą mnie inwestorzy, nie zobaczymy dochodowego biznesu.

Nie zobaczymy go i tak, bo jutro ci inwestorzy się rozmarzną i nie przypomną, jak cię nazywać.

Klementyna zazdrościła swoim koleżankom, które przychodzą do pracy, by przełamać monotonię domowych obowiązków i mieć własne pieniądze. One nie siedzą do późna, nie noszą raportów do domu, nie liczą godzin po nocach. Teraz w firmach są zwolnienia, a Klementyna myślała, iż dziewczyny stracą spokój, zaczną się martwić o pracę. Nie plotkowały i parzyły herbatę, bo choćby przy zwolnieniach mężczyźni w domu mają pensję większą od ich żon, więc utrata pracy nie jest straszna.

Klementyna bała się zwolnień jak ognia. Pracowała intensywniej, wydajniej niż ktokolwiek. Jej produktywność była najwyższa, ale to nie przyniosło ulgi.

Marek mruknął niezadowolony: Ty, żono, jesteś amatorką negocjacji, a teraz wygadujesz się z nowymi kumplami o nieudolnej kucharce, która pomieszała wszystko i nie odebrała twoich garniturów z pralni.

Klementyna nie wtrąciła się.

Gdyby się wtrąciła, Marek znowu wspominałby rozwód.

A oni rozmyślali jedynie o dziecku

Mieszkanie Klementyny i Marka znajdowało się w nowoczesnym bloku. Był w nim wiatrołap na trzy mieszkania, ale nie mały jak w starych blokach, ale ogromny salon z fotelami dla gości i przyległym balkonem. Klementyna wyruszyła na wspólny balkonu.

Ja też miałem żonę rozległ się głos zza pleców.

Klementyna podskoczyła. Marek i jego goście tak się zajęli, iż nie usłyszeli jej wołania.

Okazało się, iż wysoki inwestor, nieśmieszny wobec dwuznaczności sytuacji z gliniarką, wisił nad nią.

Panie, słyszy pan głosy? I uważa pan, iż prowadzimy ożywioną dyskusję? zapytała Klementyna, gniewna na jego bezczelność Co to za uwaga o żonie, skoro nie rozmawiałam z wami? Nie interesuje mnie, kto was tam był.

Mężczyzna się nie zamieszał.

Ja też miałem żonę.

Co?

Była gospodynią domową odparł Nie pracowała, nie mieliśmy dzieci, zamawiałem dla niej sprzątanie. Różnica? Spotykała mnie z radością.

Nie jestem gospodynią.

Nie, nie o to mi chodzi. O tego, którego nazwałeś mężem. W mojej rodzinie lepiej zarabiałem, więc budowałem biznes, a żona zajmowała się domem i hobby. Nigdy jej nie krytykowałem. Byłem w siódmym niebie, bo mogłem dać jej życie bez troski o chleb. Gdyby moja ukochana nazwała mnie sługą i wstydziła się przed przyjaciółkami, od razu stałaby się moją byłą żoną nie na papierze, a w sercu. Można wybaczyć wiele, ale nie lekceważenie od tego, kto gotów jest oddać życie. Moja żona też mnie kochała.

Co więc was rozdzieliło, skoro tak się kochaliście?

To był podchmucony handlarz, którego Marek spotkał w bilardzie.

Klementynie nie podsunęto rozwodu jako argumentu. Rozumiał, iż trzeba włożyć czyjeś buty i przejść jego ścieżkę, dopiero wtedy zrozumiesz Tak mawiał Marek, pijany. Czy naprawdę to powód do rozwodu? Myśleli o dziecku, a Klementyna od zawsze marzyła o potomku Kogo znajdzie na ojca w swoich 37 latach?

Rak. Rozdzielił nas.

Przepraszam

W porządku, Tatiano, nigdy nie pozwól, by ktoś cię lekceważył, choćby mężowi. Gdzie brak szacunku, tam nie ma miłości.

Specjalista od psychologii rodzinnej.

Nie, jestem programistą.

Co więc straciłeś w tej wesołej kompani inwestorów i człowieka wyłudzającego pieniądze?

Nie jestem biedny, mogę zainwestować sam, ale przepadłem z nimi na spotkanie. W domu pustka, więc kiedy nie pracuję, wędruję. Przepraszam, iż nie wiedziałem, iż przyjdziesz nie przyprowadziłbym cię więc. Ale nie żałuję, iż cię spotkałem. Jesteś czarująca.

A pan się nie przedstawił.

Na imię mam Wojciech. Jednym ruchem dłoni ucisnął tę hałaśliwą grupę i rozprosił wszystkich do domów.

Tatiana miała rację. Rano, gdy Marek dzwonił do nowych przyjaciółinwestorów, nie przypomnieli sobie nawet, jak on się nazywa, ani co wczoraj wieczorem pili.

Nie było śladu rozczarowania.

Marek tylko udawał wielkie plany biznesowe. Nic mu nie potrzebne. Praca na zięcia nie była jego celem. Był przedsiębiorcą, ale tworzył jedynie iluzję, kilka więcej niż fasadę.

Nie odpowiedzieli i nie odpowiedzą. Po mnie jeszcze będą biegać.

Marek, a co z moim urlopem macierzyńskim?

Co?

jeżeli przejdę na urlop, to od czego będziemy żyć?

Idziesz tylko na krótko miesiąc przed porodem i trzy po potem niania się o siebie zatroszczy. Wcześniej mówiłeś: Dobrze, albo utrzymam rodzinę, albo będę przy dziecku.

Mówiłem dobrze, a nie obiecuję. Po co mi dziecko? Nie jestem niania. Ty jesteś matką. Rozwiąż to.

Czy znajdziesz pracę?

Zobaczymy

Masz jakieś odpowiedzi, poza zobaczymy?

Klementyno! Poranną chęć zepsułeś! Nie obciążaj mnie tym dzieckiem. Będzie, wszystko będzie. Jutro zaczniemy nad tym pracować.

I tak zrobili.

Klementyna była w ciąży.

Planowała w urlopie znaleźć nianię i pracować na pół etatu, ale niedługo okazało się, iż już przed porodem nikt nie czeka na nią w pracy.

Klementyno, firma upada! wtrąciła Anna.

Co to znaczy?

Za miesiąc zostaniemy bez pracy.

Ale ja jestem w ciąży Nie można zwolnić ciężarnej.

Upadek firmy oznacza brak zatrudnienia.

Klementyna zapadła w apatię. Nic nie jadła, nie chciała nikogo widzieć, aż nadzieja, iż może wreszcie przyjdzie jej mężowi gwiezdna chwila, rozbudziła ją. Myślała, iż Marek stanie się mężczyzną domu.

Marek spojrzał sceptycznie:

Gdybym wrócił do pracy, to byłyby to śmieszne pieniądze, nie tak wysokie, jak twoje. Mam przerwę w stażu, straciłem umiejętności, wykształcenie jest wątłe. Nie mogę wziąć na siebie tej odpowiedzialności.

Potrzebuję czasu w znalezienie pracy, a go ma kilka Za dwa miesiące brzuch będzie widoczny.

Ile tygodni?

Dziesięć.

Dziesięć, rozumiem. Wciąż da się coś zrobić.

Co masz na myśli?

Na kołowrotku! Nie musisz rodzić. Dzwoniłem matce, ona przestraszyła się twojej nieodpowiedzialności. Idź na urlop, kiedy masz tyle obowiązków. Musisz się utrzymać. Nie mogę pracować. Rodzice czekają, aż postawimy i opłacimy płot. To nie zostanie nam darmo podarowane. Mama mówi, iż nie ma mowy o dziecku. Nie wie, iż nie pójdziesz na urlop, tylko zostaniesz bezrobotna. Nie, nie, kochanie. Ten numer nie wyjdzie.

Ale mówiłeś, iż czas zostać rodzicami.

To dlatego, iż wpakowałeś mi głowę w ten temat! Gdy przyjdzie dziecko, wciągnie cały koc. Czy mam być biedny, bo wszystkie ostatnie pieniądze rodziny pójdą na dziecko? To zbyt wielka obciążenie. Bądź roztropna i pośpiesz się. Musisz zdążyć, bo inaczej nas czeka nieszczęście.

Klementyna wybrała się po rzeczy w pracy. Szefowa, która przekazała jej wieść o bankructwie, również pakowała się.

I on cię odrzucił?

Tak.

Co mówi?

Że nie damy rady.

Nie damy radę, czy nie podołasz dwóm dzieciom?

Nie wiem, co z pracą, muszę jak najszybciej znaleźć zatrudnienie, by choć trochę dostawać zasiłek albo zrobić, co Marek proponuje. jeżeli pomyślę o porodzie, on odejdzie. Złożę pozew o rozwód! Albo jeżeli nas nie rozwiążą, odejdzie. Jak żyć bez pracy i dziecka bez męża?

Bez męża, który nie zarabia? Twoja logika zboczyła z drogi. Przejdziesz przez to na zasiłku? A z mężem, który nie pracuje, będzie łatwiej?

Teraz nie pracuje, a jakby co

Co?

Nic.

Katastrofa już nadeszła. Klementyna w ciąży i pod redukcją. Marek jednak nie ruszył się do pracy.

Musiała biegać po rozmowach kwalifikacyjnych!

Nie mogła kłamać o ciąży, jeżeli zapytają, ale mogła milczeć

Z determinacją ruszyła do domu, rozsyłała CV i czekała, co jej zaproponują.

Witaj, gospodynie! zażartował wysoki mężczyzna. Czy miał go w wejściu?

Nie jestem gospodynią.

A Marek twierdził inaczej. Teraz jesteś bezrobotna.

Byliście u nas w mieszkaniu?

Nie doszedłem. Wspinałem się, ale natrafiłem na Marka na tarasie. Złapałem go, gdy wyciągał swoje, mam nadzieję, iż tylko własne, rzeczy. Wygląda, iż składa pozew o rozwód.

Oczywiście Marek uciekł z toną toną.

Bezrobotna i porzucona powiedziała Klementyna.

Mogę cię zapewnić pracą, jeżeli chcesz.

Marek nie powiedział, iż jestem w ciąży?

Powiedział. Najpierw panikował, potem sam. Ale jak to wpłynie na twoje umiejętności? Słyszałem, iż pracujesz bez wytchnienia. Myślę, iż pasowałabyś na spokojne stanowisko. Złożę słowo polecające Tatiano, i ja też marzyłem o dziecku. Moja żona nie przyniosła go Nie mogłem jej pomóc. Dlaczego nie mogę pomóc tobie? Przyjedź jutro do tego biura. To znajomi mojego przyjaciela. Będę tamKlementyna, trzymając w dłoni nową kartkę, odetchnęła głęboko i z nadzieją spojrzała w przyszłość, wiedząc, iż najdziwniejsze sny potrafią przekształcić się w najrealniejsze jutra.

Idź do oryginalnego materiału