Jej syn zbiera na laptopa. "Znalazł sposób, ale babcia uważa, iż zapłata wcale się nie należy"

gazeta.pl 2 godzin temu
Dla małych dzieci kieszonkowe to pierwszy kontakt z własnymi pieniędzmi. Ale gdy w grę wchodzą większe marzenia, to samo odkładanie drobnych często nie wystarcza. Coraz więcej młodych ludzi znajduje więc własne sposoby na dorobienie kilku złotych. Jednak wielu rodziców zastanawia się, czy to adekwatna droga.
Kiedy pieniądze odłożone w skarbonce okazują się niewystarczające, dzieciaki zaczynają szukać sposobów na dorobienie. Te bardziej leniwe robią maślane oczy do rodziców, ale te ze smykałką do interesów, wychodzą z zupełnie inną propozycją.

REKLAMA







Zobacz wideo Dąbrowscy o kieszonkowym dla córek. Zrobili test



Do naszej redakcji odezwała się pani Marlena, mama 13-letniego Kuby (imiona na prośbę czytelniczki zostały zmienione). Jak opowiada, jej syn od dawna marzył o własnym komputerze, ale rodzice nie chcieli, by dostał go za darmo, wpadli więc na pewien pomysł:
- Kuba już od jakiegoś czasu marudzi mi za uchem, iż chce kupić sobie laptopa. Póki co daję mu korzystać z mojego, ale jemu już to nie wystarcza. Nie chciałam jednak, żeby ten komputer spadł mu jak manna z nieba, dlatego ustaliliśmy, iż połowę kasy daje on, połowę my. Trochę mu brakuje, dlatego postanowił sobie dorobić. Zaproponował odśnieżanie podwórka, samochodu i przynoszenie drewna do kominka. Dodatkowa dniówka to 10 zł. Tygodniowo 70 zł, więc nie jest źle. Wiem, iż zdaniem babci źle robimy, bo dzieci bezinteresownie powinny pomagać w domu, ale to przecież dodatkowe obowiązki, które wcześniej należały do mojego męża - wyznaje mama chłopca.


"Małe pieniądze, ale i mały wysiłek"
O tym, iż coraz więcej dzieci wychodzi z inicjatywą i szuka sposobu na dorobienie do kieszonkowego, opowiada nam też pani Kaja, której córka kilka razy dziennie wyprowadza psa sąsiadów i dostaje za to drobne.
- Nad nami mieszka małżeństwo, któremu niedawno urodziło się pierwsze dziecko. Wiadomo, przy takim maluszku obowiązków nie brakuje, a sprawa komplikuje się, kiedy sąsiadka jest sama w domu, synek śpi, a pies chce iść na dwór. jeżeli moja córka jest w domu, to wyprowadza wtedy psa na spacer i dostaje za to 3 zł. Najczęściej idzie z nim dwa razy dziennie, to 6 zł jej do portfela wpada. Wiem, iż to małe pieniądze, ale i mały wysiłek. Ona się cieszy, oni mają jakieś odciążenie. Wilk syty i owca cała - mówi nasza czytelniczka.



Nie wszyscy jednak patrzą na takie domowe biznesy przychylnie. Część rodziców uważa, iż dzieci nie powinny dostawać pieniędzy za żadne obowiązki, bo ich zdaniem sprzątanie czy pomoc w domu to naturalna część życia rodzinnego, a nie sposób na zarobek. Inni z kolei podkreślają, iż drobne wynagrodzenie uczy wartości pieniądza i odpowiedzialności.


Co na to psycholog?
Zapytaliśmy o zdanie psycholożkę, Annę Jankowską. Jej odpowiedź pokazuje, iż najważniejsze jest rozróżnienie między codziennymi obowiązkami a dodatkowymi zadaniami. - Dziecko nie powinno otrzymywać pieniędzy za codzienne obowiązki domowe, takie jak sprzątanie własnego pokoju. Są to czynności wynikające ze współodpowiedzialności za wspólne życie w rodzinie, a nie usługi na zlecenie. Kiedy dziecko wykonuje podstawowe obowiązki bez wynagrodzenia, uczy się, iż porządek, odpowiedzialność i zaangażowanie to naturalna część życia - nie zaś przedmiot transakcji - wyznaje ekspertka.
Dodaje jednak: Warto natomiast rozważyć gratyfikację finansową za dodatkowe zadania wykraczające poza rutynę, np. pomoc w remoncie, prace w ogrodzie czy opiekę nad młodszym rodzeństwem przez kilka godzin. W ten sposób dziecko może zdobywać kompetencje finansowe, nie zatracając przy tym poczucia wspólnoty i wzajemnej troski w rodzinie.
A Ty, czy płacisz dziecku za pomoc w domu? Jakie masz zdanie w tym temacie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału