Dziś znowu cały dzień myślałam o naszej sytuacji. Mam takie poczucie, iż kocham swoje wnuki ponad wszystko, ale po prostu brakuje nam już sił, by być dla nich nieustannie podporą.
Odkąd byłam młoda, słyszałam to powiedzenie, iż dzieci to największy skarb, a potem iż wnuki to prawdziwa radość. Dużo w tym prawdy, to fakt, ale chyba tylko wtedy, gdy życie nie stawia przed nami tak trudnych prób. Mamy z Tadeuszem jedną córkę, Zdzisławę. Wiem, imię nietypowe, takie prawdziwie polskie, wybrane po babci. Gdy Zdzisia miała dziewiętnaście lat, powiedziała nam, iż jest w ciąży. Szok, ale potem okazało się, iż nosi bliźnięta. niedługo wyszła za mąż za Pawła, swego szkolnego kolegę. Wszyscy mieliśmy nadzieję, iż młodzi ułożą sobie życie.
W praktyce było jednak inaczej. Oboje młodzi, nierozważni, pieniędzy zawsze brakowało, zarobki Pawła to były wręcz symboliczne złotówki. Na nasze barki spadło utrzymanie ich i wnuków. Zaczęliśmy z Tadeuszem dorabiać gdzie tylko się dało, żadne prace nie były nam straszne byle tylko dzieciom i wnukom wystarczyło na jedzenie i rachunki.
Przez dłuższy czas wszyscy mieszkaliśmy w naszym domu w Lublinie. Codziennie pobudka przed świtem, ja zaspana po kolejnej nieprzespanej nocy przy bliźniakach, by Zdzisia choć trochę mogła odpocząć. Z czasem zdrowie zaczęło mi odmawiać posłuszeństwa.
Tak zleciały trzy długie lata. Młodzi trochę się ustabilizowali, dzieci podrosły, zaczęło się żyć ciut łatwiej. Wtedy Zdzisia przyszła do nas i wyznała, iż znów jest w ciąży. Powiedziałam jej wprost, iż lepiej byłoby, gdyby tego dziecka nie rodziła przecież choćby dwójkę jest ciężko wychować. Ale ona uparła się, iż da radę. Urodziła i wszystko zaczęło się od nowa kolejna buzia do wykarmienia, kolejne wydatki. My znowu musieliśmy szukać dodatkowych zajęć, mimo iż Paweł zarabiał wtedy trochę więcej. Ale jak utrzymać pięcioosobową rodzinę, zarabiając w sumie trochę powyżej średniej krajowej? Gdyby nie nasze emerytury i każda dorobiona złotówka, nie wiem, co by było.
Potem nastąpiło najgorsze Tadeusz miał wylew, a ja zaczęłam coraz częściej mieć bóle serca. W głębi duszy czułam, iż nasze organizmy po prostu już nie dadzą rady. W końcu powiedziałam córce wprost: musicie sobie radzić sami, my już nie mamy sił.
I wtedy Zdzisia wypaliła, iż jest kolejny raz w ciąży z czwartym dzieckiem. Byłam w szoku, brakowało mi słów. Jak oni mogli tak beztrosko planować przyszłość, nie myśląc o tym, iż nie możemy ich wiecznie utrzymywać? Czy naprawdę zakładali, iż my z Tadeuszem zawsze będziemy dla nich finansowym kołem ratunkowym?
Nie potrafię sobie poradzić z poczuciem winy. Boję się opinii sąsiadów i dalszej rodziny przecież każdy powie, iż własnej córce odmówiliśmy pomocy. Ale czy tak właśnie powinno być? Oddaliśmy im z Tadeuszem wszystko, co mieliśmy i czas, i zdrowie, i pieniądze. Więcej zwyczajnie już nie możemy.



![Tak zachowuje się ciało kobiety po porodzie. Drżenie na początku przeraża [FILM]](https://m.mamadu.pl/193bc1d4b257bc3b95a55770ed612bdb,1920,1080,0,0.webp)



