Mama ma 40 lat, nie ma męża, a zaszła w ciążę. Mieszkamy w małym mieście – nie da się uniknąć plotek i sensacji

polregion.pl 15 godzin temu

Słuchaj, mam najwspanialszą mamę na świecie! Urodziła mnie bardzo młodo miała zaledwie 16 lat. Pamiętam, iż cała rodzina była wtedy w szoku, tylko dziadkowie ją wspierali bez zająknięcia. W efekcie, ja przyszłam na świat i byłam najspokojniejszym, najgrzeczniejszym dzieckiem pod słońcem.

Wychowywała mnie cała rodzina, zawsze byłam pod opieką swojego klanu. Dziadkowie bardzo pomogli mojej mamie skończyć szkołę i pójść na studia, dzięki czemu nigdy nie cierpiałyśmy biedy. Mama ciężko pracowała, a przez jej upór nie musiałyśmy oszczędzać na każdym kroku, co sprawiało, iż nie było u nas awantur wokół pieniędzy.

Z czasem dorosłam, sama skończyłam 16 lat i… znowu historia zatoczyła koło. Zaszłam w ciążę. Na szczęście mój chłopak, Bartek, od razu zachował się odpowiedzialnie oświadczył się i wzięliśmy ślub. Rodzice byli zaskoczeni, ale wsparli nas. Urodziłam Majkę już mając 17 lat. Moja mama została babcią w wieku 33 lat! Co zabawne, wcale nie była przybita była przeszczęśliwa. I znowu nasza rodzina razem wychowywała dziecko. Skończyłam liceum, udało mi się dostać na studia zaoczne i znalazłam fajną, stałą pracę.

Teraz Majka ma już 12 lat, a ja jestem znowu w ciąży. Wszystko się układało jak trzeba. Do czasu… bo słowo najważniejsze to układało.

Niedawno moja mama postanowiła mieć drugie dziecko. Zapytałam ją, o co chodzi, bo byłam w szoku. Okazało się, iż zakochała się w mężczyźnie. Tylko iż on jest żonaty i nie zamierza odejść od swojej rodziny. Byłam zdruzgotana. Nieważne, jak rozmawiałyśmy, nic nie mogłam zrobić. Mama powiedziała, iż już jest w ciąży i nie chce choćby słyszeć o aborcji zamierza urodzić.

No i siedziałyśmy razem w kuchni i płakałyśmy jak dzieci. Rozpaczliwie, bo jasne było, iż ten facet się jej nie oświadczy, nie uzna dziecka, nie da choćby złotówki na utrzymanie. Jak już chce dziecko, to musi sobie z nim poradzić sama. A on ma przecież już kilkoro swoich.

Mama robi się coraz bardziej przybita. Mogłabym ją pocieszać, mówić, iż wszystko się ułoży, ale jestem bezsilna. Zakochana, w ciąży, porzucona czy może być gorzej?

Nachodzi mnie myśl, iż kiedy już dziecko się urodzi, to choćby sąsiedzi i ludzie ze szkoły będą z niej kpili, będą kręcić głową z dezaprobatą. W końcu nie tylko zostanie samotną matką, ale też urodzi dziecko po czterdziestce. Nasze miasto nie jest wielkie Warszawa to nie, raczej taka Pszczyna, gdzie wieści rozchodzą się szybciej niż plotki na osiedlu.

Robię co mogę, żeby ją wesprzeć. Bo jeżeli i ja się rozsypię, to mama naprawdę nie da rady. Dziadkowie jeszcze nic nie wiedzą, prosiła, żebym nic nie mówiła.

Mam wrażenie, iż zaczyna rozważać aborcję. I sama nie wiem, czy ją do tego namawiać, czy odradzać. Boję się tej sytuacji, ale żal mi mamy jak diabli. Widać, iż sama nie wie, co zrobić. Wszyscy są przeciwko, nikt nie rozumie. A ona chyba już odrobinę kocha to dziecko. I co dalej? Powinna przerwać ciążę czy spróbować wychować jeszcze jedno dziecko? Ostatecznie musi sama podjąć decyzję.

Powiedziałam o wszystkim Bartkowi, bo to on jest głową rodziny, to facet, na którego mogę liczyć. Ku mojemu zdumieniu, zareagował całkiem spokojnie. Powiedział, iż skoro mamy już dwoje dzieci, to trzecie nas nie zrujnuje. Że damy radę. Ale mimo wszystko, jakoś boję się o nas wszystkich. Może niepotrzebnie?

Idź do oryginalnego materiału