Bilet do lepszego życia
- Moja mama zawsze była piękną i elegancką kobietą – opowiada Iwona. – Tato ją uwielbiał. Robił co tylko mógł, aby była zadowolona i miała wszystko.
Iwona pochodzi z zamożnego domu. Jej ojciec Waldemar przez wiele lat obejmował wysokie i dobrze płatne stanowiska. To nie był przystojny mężczyzna i zdawał sobie z tego sprawę, wstydził się swego wyglądu. Mimo, iż na arenie zawodowej odnosił duże sukcesy, to w jego życiu prywatnym była pustka. Kobiety, które mu się podobały, go nie chciały. Z kolei te, które były nim zainteresowane, nie podobały się jemu. Był brzydki, ale miał słabość do piękna. Swoją żonę Cecylię, poznał gdy kończyła szkołę średnią. Była od niego 15 lat młodsza. Dziewczyna była prześliczna i dobrze o tym wiedziała. Pochodziła z mało zamożnego domu, była najstarsza z trójki rodzeństwa. Ojciec pracował, ale co zarobił to przepijał, żyli z tego co zarobiła matka, pracowała w sklepie. Ledwo wiązali koniec z końcem. Cecylia, chciała jak najszybciej uciec z domu. Nie była szczególnie zdolna, nie przejawiała zainteresowania nauką, jej sposobem na bilet do lepszego życia miała być „dobra partia”. Nastolatka cieszyła się dużą popularnością wśród swoich rówieśników. Nie zamierzała jednak wiązać się z młodymi chłopcami z rodzin takich jak jej, którzy nic nie mogli jej dać, oprócz obietnic. Na związek z synem bogatych rodziców nie miała szans, oprócz urody nie miała nic. Tacy ludzie szukają synowych ze swoich środowisk. Cecylia oglądała zachodnie filmy, czytała kolorowe gazety z podkolorowanymi historiami z show biznesu, wiedziała, iż jedyną szansą, by się znaleźć wśród bogatych, starszych mężczyzn i pokazać co ma najlepszego, to udział w lokalnych konkursach miss. W pod koniec lat 80 takie konkursy były bardzo popularne. W jury, lub w charakterze sponsorów, brało udział wielu zamożnych mężczyzn, początkujących biznesmenów, czy panów pełniących wysokie urzędy. Niektórzy wykorzystywali swoją pozycję do wyszukiwania ewentualnych kochanek, albo kandydatek na żony.
- Właśnie tak moi rodzice się poznali – przyznaje Iwona. – Mama nie zdobyła korony miss, dostała trzecie miejsce, dwa pierwsze otrzymały faworytki, ważniejszych niż tato notabli. Mama była załamana, wyglądała najlepiej ze wszystkich dziewcząt. Ojciec zobaczył jak płacze za kulisami. Odważył się i zaprosił dziewczynę na kolację, powiedział jej, iż dla niego to ona jest najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu poznał. Po kolacji w ramach pocieszenia, załatwił jej sesję zdjęciową do kalendarza w jego firmie. Nic od niej nie żądał. Mama była szczęśliwa.
Cecylia jeszcze przez moment sądziła, iż być może ten kalendarz sprawi cud i w jej życiu pojawi się jakiś przystojny milioner, albo ktoś z branży modelingu albo choćby filmu. Nic z tego nie wyszło. jeżeli miała zaproszenia na imprezy firmowe, to zwykle finałem miał być seks z jakimś pijanym, żonatym facetem, który traktował dziewczyny jakby były prostytutkami. Gdy Cecylia musiała uciekać po ataku jednego z odrzuconych amantów, zrozumiała, iż jej jedyną szansą, jest brzydki ale kulturalny i samotny Waldemar.
- Zaczęli się spotykać, bardzo gwałtownie się pobrali – mówi Iwona. – Byłam już w drodze. Ojciec był szczęśliwy, gdy przyszłam na świat. Nosił mnie na rękach, przewijał, karmił z butelki i wychodził z wózkiem na spacery. Wtedy to było nie do pomyślenia, iż mężczyzna z pozycją zajmuje się dzieckiem. Moja mama źle zniosła ciążę i macierzyństwo. Zaraz po porodzie przestała mnie karmić. Skarżyła się na depresję poporodową. Nie miała do mnie cierpliwości. Może byłoby inaczej gdym była do niej podobna, niestety wyglądałam jak mały ojciec.
Królowa jest tylko jedna
Piękna, młoda żona oraz zdrowa, dobrze rozwijająca się córeczka nadały sens życiu dojrzałemu mężczyźnie. Jeszcze bardziej starał się, by zapewnić swoim dwóm kobietom dobre życie.
- Mama nigdy nie pracowała zawodowo, teoretycznie zajmowała się domem – przyznaje Iwona. – Ale odkąd pamiętam to było narzekanie. Zawsze była jakaś pani, która gotowała sprzątała i prasowała. Mama czasami zrobiła sałatkę, zupę, albo deser. Jej obsesją było dbanie o łazienki, to chyba była jakaś trauma z dzieciństwa. Musiały pachnieć i lśnić, jak z żurnala. Mama też zawsze pięknie pachniała, drogimi francuskimi perfumami.
Dzieciństwo Iwony upłynęło pod hasłem, „ma być grzeczną dziewczynką i nie przeszkadzać”. Dziecko od najmłodszych lat chodziło do żłobka, albo przedszkola, miała opiekunki. Gdy podrosła, musiała sama się sobą zajmować w swoim pokoju, matka twierdziła, iż ma migrenę, jest zmęczona, nie ma czasu. Jej pasją były zakupy, wizyty w salonach kosmetycznych i wyjścia z ojcem do kawiarni czy teatru.
Dla małej Iwony matka jawiła się jak jakaś niedostępna, piękna bogini. choćby bała się do niej przytulić, by nie pobrudzić, albo pomiąć jej eleganckiego ubrania. Prawdziwym wsparciem był tato. To z nim bawiła się na podwórku, grała w gry, odrabiała lekcje. Ojciec zawsze znalazł czas aby iść na jej wywiadówkę, wracał dumny bo dziecko dobrze sobie radziło w szkole.
- Rodzice czasami urządzali małe, domowe przyjęcia – wspomina kobieta. – Jedzenie robiła nasza pani, pomoc domowa, albo mama zamawiała gotowe. Sama dekorowała stół. Potem, elegancko ubrana, kokietowała panów, bo wszystkim się podobała. Może dlatego nie miała, żadnej prawdziwej przyjaciółki?
Waldemar często zabierał piękną żonę na wypady nad morze lub w góry. Lubił się z nią pokazywać, była jego trofeum i z dumą patrzył jak ludzie na nią zerkają.
- Muszę przyznać, iż mama kochała ojca – twierdzi Iwona. – Nigdy nie dała złego słowa o nim powiedzieć, była mu wierna. Doceniała to, ile mu zawdzięcza, wiedziała co to życie w biedzie, albo ze złym mężem u boku. A tato ją rozpieszczał, jakby była dzieckiem, a nie dorosłą kobietą.
Straciła kontakt z rzeczywistością
Gdy Iwona poszła do liceum zrozumiała, iż w domu liczy się tylko matka, która jest dla niej oziębła. Owszem była jej dzieckiem, ale rodzicielka traktowała ją jak służącą, nieustannie wypominając wszystkie cierpienia, które znosiła będąc w ciąży i traumatyczny poród. Tak jakby to była wina córki.
- Tato zawsze był po stronie mamy, chociaż za jej plecami mnie wspierał – przyznaje kobieta. – Małe pocieszenie. W końcu musiałam z tym skończyć. Sprzeciwiam się mamie, nie poszłam na medycynę, bo chciała ze mnie zrobić swoją lekarkę na starość. Wybrałam studia techniczne, jak ojciec. Do tego w innym mieście. Nie żałuję.
Matka była urażona. Tyko raz przyjechała odwiedzić Iwonę w jej akademiku. Była wszystkim rozczarowana, za ciasno, zbyt brudno i hałaśliwie. Wzięła córkę na zakupy, ale kupiła to, co ona uważała za ładne, a nie to co chciała córka. Potem poszły na obiad, ale rozmowa niezbyt się kleiła.
- Po studiach niestety wróciłam do rodzinnego miasta – opowiada Iwona. – Zakochałam się w Pawle, koledze z dawnego liceum. Spotkaliśmy się przypadkiem w pociągu. On wrócił, miał dobrą pracę i nowe mieszkanie, niedaleko od moich rodziców. Nie czekaliśmy ze ślubem, mamy syna i córeczkę.
Młodym małżonkom pomagał Waldemar. Dał pieniądze na meble, kupił córce samochód. Pomógł dostać pierwszą pracę. Potem pomagał przy wnukach, brał je na spacery. Rozpieszczał. Dzieci babcię widywały tylko od święta, nie zamierzała się angażować, a córka nie nalegała. Życie Iwony toczyło się bez większych problemów. Nagle wszystko uległo zmianie.
- Tato, który by już wiekowy i czasami narzekał serce, nagle zmarł – opowiada Iwona. – To był prawdziwy szok, przede wszystkim dla mamy. Wszyscy myśleliśmy, iż jeszcze długo pożyje. Na początku matka nie przyjmowała do wiadomości, iż „jej Waldemar” nie żyje. Czekała na niego z gorącą kawą. Dzwoniła do mnie pytać, czy nie ma u nas ojca, bo nie wraca. W końcu zrozumiała, wpadła w depresję. Po kuracji psychiatrycznej doszła do siebie, sądziłam iż zacznie jakoś funkcjonować. Byłam w błędzie.
Cecylia, która przez cały czas jest atrakcyjną, starszą panią z wysoką emeryturą po mężu, uznała iż znajdzie następcę Waldemara. Rzeczywiście, gwałtownie zaczęła dostawać szereg propozycji na randki.
- Dzwoniła i opowiadała o ewentualnych kandydatach – mówi Iwona. – Wybierała najodpowiedniejszego. Snuła plany. Niestety, za każdym razem, pan zapraszał mamę do kawiarni, raz drugi, po czym pytał, kiedy mama zaprosi go do siebie na ciasto. Zalotnicy nie ukrywali, iż szukają kobiety która o nich zadba. Mama była oburzona, ona nie zamierzała obsługiwać staruszków, tylko mieć towarzystwo do teatru lub na wycieczkę. Miała być przez cały czas wielbiona, tak jak robił to mąż.
Adoratorzy Cecylii gwałtownie się wykruszyli, gdy odkrywali, iż nie mogą liczyć na wikt i opierunek na stare lata. W końcu kobieta zrozumiała, iż dawne czasy się skończyły.
- Matka nie mogła się z tym pogodzić – stwierdza Iwona. - Dzwoniła rozgoryczona, narzekała iż została tak potraktowana. Nie miała też co liczyć na spotkania z koleżankami przyjaciół Waldemara. Kobiety pamiętały jak się wdzięczyła do ich mężów. Nagle matka odkryła, iż jest przecież babcią i ma córkę. Coraz częściej, bez proszenia pojawiała się u mnie w domu. Siedziała i opowiadała o dawnych czasach albo w kółko wszystko krytykowała. Na siłę próbowała się teraz zaprzyjaźniać z dorosłymi wnukami. Moje dzieci robiły wszystko by tylko zejść babci z pola rażenia. W końcu uciekały z domu, żeby ich nie dręczyła. Zaczęły się żalić.
Iwona była coraz bardziej zdenerwowana na natarczywą matkę. Kobieta czuła się już w jej domu, jak u siebie. Zaczęła wydawać polecenia. Meblować dom córki.
- Była na tyle bezczelna, iż gdy mąż zaczął oglądać swój mecz zażądała przełączenia na swój ulubiony serial - opowiada Iwona. - Paweł to zrobił i wkurzony wyszedł do sypialni, żeby zobaczyć rozgrywkę w laptopie. Tak było wiele razy, ale wszyscy w domu mieliśmy dość babci.
Dzieci i mąż zażądali, aby Iwona coś z tym zrobiła. Babcia wtrącała się do wszystkiego, komentowała każdą sprawę. Dawała niechciane rady.
- W końcu poprosiłam mamę, żeby nie przychodziła bez zaproszenia - przyznaje Iwona. - Obrażoną odwiozłam pod jej drzwi. Jakiś czas się nie odzywała, ale żaliła się komu mogła, jaką ma wyrodną córkę. Bolało jak wmawiała obcym ludziom, jak się dla mnie poświęcała. Sądziłam, iż jakoś to przeczekam, a jej się znudzi i przestanie. Nic z tego. Zmieniła taktykę. Nagle zaczęła wydzwaniać, iż jest chora i potrzebuje pomocy. Kilka razy mnie nabrała. Po kompleksowych badaniach wyszło, iż jest zdrowa, jak koń. Chciała atencji i ciągłej opieki. Nie daję się złamać, choć teraz rozpowiada wkoło, iż na starość zostawiłam ją w chorobie. Nie wspomina, iż ma dochodzącą panią, pieniądze na dobre życie i regularnie odwiedza sklepy i fryzjera. Ja rozumiem, iż matkę to nuży, bo nie ma innego życia. Ale jednak nie może żyć moim. Nie będę jednak ukrywać, iż jest to dla mnie duży problem.




