MINIONE UCZUCIE.

twojacena.pl 2 godzin temu

**Minęła miłość.**

– Czemu dziś taka cicha i zamyślona? – zapytał Krzysztof żonę, siedząc przy kuchennym stole późnym wieczorem.
Żona, Bogna, w milczeniu podała mu podgrzaną kolację.
– Znowu wróciłeś późno? – szepnęła cicho.
– Miałem nadgodziny… premia będzie pod koniec kwartału.

Krzysztof, trzydziestopięcioletni bankowiec, postawny i dobrze wyglądający mężczyzna, dopiero co wrócił z pracy. W domu czekała na niego rodzina: żona i trzy córki – sześcioletnia, czteroletnia i roczna. Ostatnio, a to „ostatnio” ciągnęło się już od dwóch lat, nie miał ochoty wracać do domu – zostawał dłużej w biurze, włóczył się po Warszawie… i dopiero późnym wieczorem przekraczał próg mieszkania. Zmęczyły go już dziecięce krzyki, hałasy, pieluchy, body… płacz w nocy i żona – wiecznie zajęta dziećmi, zaniedbana: w starym szlafroku, z kucykiem na głowie, cicha, z sinymi cieniami pod oczami.

Gdy siedem lat temu ożenił się z pogodną pięknością z działu, czy myślał, iż życie rodzinne stanie się dla niego takim ciężarem… takim rozczarowaniem? Nie, przez pierwsze lata był szczęśliwy: urodziła się pierwsza córka. Starał się pomagać żonie w domu, odciążyć ją w weekendy, by miała czas na fryzjera, manicure, pedicure. Minął rok, a Bogna znów zaszła w ciążę – postanowili od razu urodzić dwoje, „odbębnić” sprawę i na tym zakończyć. Druga córka była niespokojnym niemowlakiem: do szóstego miesiąca wrzeszczała w nocy, a Krzysztof przychodził do pracy niewyspany, z czerwonymi oczami. Pół roku później dziecko się uspokoiło i życie stało się lżejsze. Dziewczynki poszły do przedszkola, a żona wróciła do pracy… Wtedy niespodzianka: Bogna znów w ciąży.

Sprzeciwiał się kolejnemu dziecku, ale kobieta zalała się krokodylimi łzami, urządziła awanturę. Próbował się bronić: „Na co nam jeszcze jedno? – przekonywał żonę. – Te są jeszcze małe… Teraz są nowoczesne metody, mini-zabiegi. Zafundujemy ci to.”

Ale Bogna była nieugięta. Uległ – zgodził się na trzecie. Liczył, iż urodzi się syn.

Ciąża przebiegała ciężko, żona często leżała w szpitalu. On zostawał z dwójką dzieci: przedszkole, spacery, pranie, sprzątanie… Pomocy nie miał od kogo oczekiwać: jej rodzice mieszkali tysiące kilometrów dalej, na Warmii. U niego tylko schorowana matka, która sama potrzebowała wsparcia.

Trzecie dziecko też było niespokojne – płakało w nocy, uspokajało się tylko na rękach u Bogni. Żona nie odkładała córki.

Powoli Krzysztof zaczął rozumieć, iż nie chce mu się wracać do domu.

„Co widziałem przez te siedem lat? W pierwszym roku jeszcze chodziliśmy do kina, kawiarni, na jakieś wystawy, choćby jeździliśmy nad morze, ale potem??? Dzieci, płacz, pieluszki, body…” – kręciło mu się w głowie.

Już nie pragnął żony jako kobiety, intymność z nią go nie pociągała… Wracał późno, gdy dzieci spały w łóżkach… Nie chciał na nią patrzeć… Żal mu jej było – w co się zamieniła ta niegdyś piękna kobieta? Ale bardziej żałował siebie – musiał coś z tym zrobić. Nie mógł dłużej tak żyć.

W pracy koledzy chwalili się podróżami, wakacjami na Malediwach, pytali, kiedy on, ojciec rodziny, zabierze swoje kobiety nad morze – przecież zarabia nieźle. Milkł. Komu mógł powiedzieć, iż sam marzy, by uciec od nich choć na kilka dni, a najlepiej miesięcy?

– Krzysiu, znów jestem w ciąży – cicho powiedziała Bogna, powoli opadając na krzesło.

Mężczyzna zastygł, łyżka z zupą zawisła w powietrzu.
– Oszalałaś?! Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio się kochaliśmy! – wrzasnął.
– Już dwunasty tydzień, nic nie można zrobić… – cicho ciągnęła żona.
– Zwariowałaś! Dość tego. To nie życie, to koszmar! Spójrz na siebie: w co się zamieniłaś? Kiedy ostatnio byłaś u fryzjera? Przecież mówiłaś, iż bierzesz tabletki!!! Wyglądasz jak upiór… Nie mogę na ciebie patrzeć. Wychodzę. Zostaniesz sama z dziećmi, rób, co chcesz!

– Dokąd idziesz? A co z nami? – szepnęła Bogna, a po jej policzku stoczyła się pojedyncza łza.
– Zostawiam wam mieszkanie i wszystko, co w nim jest. Zabiorę auto i pojadę do matki – tam będę żył. Nie mogę cię widzieć – krzyczał coraz głośniej Krzysztof.

Gwałtownie podniósł się od stołu i gwałtownie ruszył w stronę drzwi.
– choćby w najgorszym śnie mi się to nie śniło. To nie życie, to katorga – wrzeszczał, spiesząc się, by wyjść z mieszkania.

**Lekcja na dziś:** Miłość wymaga pielęgnacji, inaczej obumiera jak kwiat bez wody.

Idź do oryginalnego materiału