ZAGUBIONE UCZUCIE.

polregion.pl 2 godzin temu

**PRZESZŁA MIŁOŚĆ**

– Dlaczego dziś jesteś taka cicha i zamyślona? – zapytał Artur żonę, siedząc przy kuchennym stole późnym wieczorem.

Żona, Justyna, w milczeniu podała mu podgrzaną kolację.

– Znowu wracasz późno? – szepnęła.

– Zabrałem dodatkową pracę… premia na koniec kwartału.

Artur, trzydziestopięcioletni pracownik banku, postawny i młodo wyglądający mężczyzna, dopiero co wrócił do domu. Czekała na niego rodzina: żona i trzy córki – sześcioletnia, czteroletnia i roczna. Ostatnio, a trwało to już dobre dwa lata, nie chciał wracać do domu – zostawał po godzinach w biurze, wałęsał się po Warszawie… dopiero późną nocą przekraczał próg mieszkania. Miał już dosyć dziecięcych krzyków, chaosu, pieluch, śpioszków… płaczu w nocy i żony – wiecznie zajętej dziećmi, zaniedbanej, w starym szlafroku, z niespieranym kucykiem, cichej, z sinymi cieniami pod oczami.

Gdy siedem lat temu ożenił się z pełną życia pięknością z działu, czy myślał, iż małżeństwo stanie się dla niego takim ciężarem… takim rozczarowaniem? Nie, pierwsze lata były szczęśliwe: urodziła się pierwsza córka. Starał się pomagać żonie w domu, w weekendy dawał jej kilka godzin wolnego, by mogła pójść do fryzjera, na manicure czy pedicure. Minął rok, a Justyna znów zaszła w ciążę – postanowili odhaczyć dwoje dzieci od razu, by mieć to z głowy. Druga córka była niespokojnym niemowlęciem: przez pół roku wrzeszczała w nocy, a Artur przychodził do pracy niewyspany, z czerwonymi od niewyspania oczami. Po pół roku dziecko się uspokoiło i życie stało się lżejsze. Dzieci poszły do przedszkola, a żona wróciła do pracy… I wtedy niespodzianie – kolejna ciąża.

Sprzeciwiał się trzeciemu dziecku, ale kobieta zalała się łzami, urządziła awanturę. Długo odmawiał: *„Gdzie nam jeszcze jedno? – przekonywał. – Te są jeszcze małe… Są nowoczesne metody, małoinwazyjne zabiegi. Opłacimy to”*.

Ale żona była nieugięta. Uległ – zdecydował się na trzecie dziecko. Miał nadzieję, iż będzie to syn.

Ciąża była trudna, Justyna często leżała w szpitalu. On zostawał z dwójką dzieci: przedszkole, spacery, pranie, sprzątanie… Pomocy nie było: jej rodzice mieszkali setki kilometrów stąd, na Podlasiu. Jego własna matka była schorowana i starsza – to ona potrzebowała wsparcia.

Trzecie dziecko też było niespokojne – płakało w nocy, uspokajało się tylko na rękach matki. Justyna nie odkładała go ani na chwilę.

Stopniowo Artur zaczął rozumieć, iż nie chce wracać do domu.

*„Co widziałem przez te siedem lat? Pierwszy rok – jeszcze chodziliśmy do kina, kawiarni, na wystawy, choćby jeździliśmy nad morze. A potem? Dzieci, płacz, pieluchy, śpioszki…”* – krążyło mu po głowie.

Nie pragnął już żony jako kobiety, intymność z nią go nie pociągała… Wieczorami starał się wracać późno, gdy dzieci spały. Nie chciał na nią patrzeć. Żal mu jej było – w co się zamieniła ta niegdyś piękna kobieta? Ale bardziej żałował siebie – musiał coś postanowić. Nie mógł dłużej tak żyć.

W pracy koledzy chwalili się wyjazdami, urlopami na Malediwach, pytali, kiedy on, ojciec rodziny, zabierze żonę i córki nad morze – przecież zarabiał niemało. Milczał. Komu powie, iż sam chętnie uciekłby od nich choć na kilka dni, a najlepiej na miesiące?

– Artur, znowu jestem w ciąży… – cicho powiedziała Justyna, opadając powoli na krzesło.

Mężczyzna zastygł. Łyżka z zupą zawisła w powietrzu.

– Oszalałaś? Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio się kochaliśmy! – wrzasnął.

– Już dwunasty tydzień… nic nie można zrobić – szepnęła.

– Straciłaś rozum! Dość tego. To nie jest życie, to koszmar! Spójrz na siebie: w co się zamieniłaś? Kiedy ostatnio byłaś u fryzjera? Zapewniałaś, iż się zabezpieczamy!!! Wyglądasz jak zmęczona życiem mumia… Nie chcę cię widzieć. Wyprowadzam się. Zostaniesz sama z dziećmi, rób, co chcesz!

– Dokąd idziesz? A co z nami? – cicho zapytała Justyna, a po jej policzku stoczyła się samotna łza.

– Zostawiam wam mieszkanie i wszystko, co w nim jest. Zabiorę tylko samochód i pojadę do matki – będę tam mieszkał. Nie mogę na ciebie patrzeć – krzyczał coraz głośniej.

Porwał się od stołu i szybkim krokiem ruszył w stronę drzwi.

– choćby w najgorszym śnie mi się to nie śniło. To nie życie, to katorga – rzucił jeszcze, wypadając z mieszkania.

**Z życia płynie prosta prawda – miłość wymaga codziennego wyboru, a nie tylko chwilowego uniesienia.**

Idź do oryginalnego materiału